wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 8 "Niespodzianka"

Anastazja
Rano obudziłam się w łóżku Kevina, wtulona w niego. Kevin uroczo wyglądał gdy spał.
Czy to wszystko, nie jest zbyt piękne?
Mam nadzieję, że jest prawdziwe.
Wstałam z łóżka podchodząc do wielkiego lustra, połączonego z wielką szafą.
Pierwszy raz spałam w męskiej koszuli, trzeba przyznać, że było w  niej wygodniej, niż w zwykłej piżamie. Rozejrzałam się po pokoju, kiedy to zaburczało mi w brzuchu.

I to dosyć głośnio. Nie dziwię się, że tak mi w brzuchu zaburczało, w końcu nie jadłam nic od wczoraj rana. Udałam się na poszukiwania kuchni. W całym domu było dużo luster. Udałam coś ala Ninja bądź Nocny Łowca i hasałam po całym domu, wyglądając zapewne jak idiotka.
-Ana co ty robisz?-spytał Kevin który nagle wyszedł z pokoju. Zrobiłam kółko?
-Yyy... Jestem Nocnym Łowcą.
-A gdzie masz runy?
-Yyy...
-Chodź na płatki, Ninjo.
Poszliśmy do kuchni w dobrych humorach.
Kiedy weszliśmy do kuchni, chciałam gdzieś usiąść, ale zauważyłam że tam nie ma krzeseł. Więc usiadłam na blacie.
-A kiedy będą twoi rodzice?
-Boisz się ich? Ty, Nocny Łowca? W jakim jesteś rodzie? Pewnie Herondale.
-Morgenstern. Pytam serio, Kevelin - zaśmiałam się.
-Za tydzień, wyjechali do Atlanty w jakiś sprawach.
-Do Atlanty?
-Tak, do Atlanty
-Aha. Jakie płatki?
-A jakie chcesz?
-A jakie masz?
-Count Chocula, Cini Minnis..
-Count Chocula!
Zaśmiał się*
-Okey
Postawił mleko na kuchence. Robił, to bardzo zgrabnie.
-Nie myślałeś, o zostaniu kucharzem? - zapytałam go, przegryzając wargę.
-Nie, bardziej o zostaniu prawnikiem. A co?
-Bo nieźle Ci to wychodzi - powiedziałam.
-Podgrzewam tylko mleko.
-I co z tego?
Podszedł do mnie, z zamiarem pocałowania mnie.
-Idź mi, muszę umyć zęby.
No tak, idiotko. Przecież, to Kevin. Pocałował mnie delikatnie w usta. Potem poszedł zamieszać mleko. Tak po prostu.
-.....
-Długo, to mleko?
-Marudna się robisz. Jakbym wiedział, to bym nawet do Ciebie nie podszedł.
Udałam nadąsaną. Rzucił we mnie... piankami?
-Pianki wezmę, ale nie wybaczę.
-No, Kotek, no.
Otworzyłam paczkę pianek i wsunęłam zmysłowo jedną do ust.
-Mmm.
-Nie napal się, Kevinku.
-A co zrobisz jak się napale?
-Wyjdę. I zabiorę pianki.
-To wolę się nie napalać.
-Ja też bym wolała, żebyś się nie napalił. Chce płatki.
-Już podaję.
-Kiedy Kevin podaje, chowają się lokaje.
Zaśmiał się.
-Niezłe rymy
-Aj noł.
Postawił obok mnie miskę z płatkami.
-Dzięki. Mam nadzieję, że nie są przeterminowane.
-Nie. Nie są
Uśmiechnęłam się.
Jedliśmy w ciszy.
-Idziemy dziś do szkoły?

-A mamy inne wyjście?
-Tak wagary.
-Nie lubię wagarować.
-Ze mną polubisz-powiedział puszczając mi oczko.
-Powiem mamie, że źle się czuje.
-Okey.
Dzwonię do mamy.
****
Kevin został w domu, a ja poszłam do siebie się przebrać. Mama zgodziła się żebym, nie poszła do szkoły. Powiedziałam jej, że "niby" boli mnie brzuch. Weszłam do swojego pokoju. WOW, ale bałagan.
-Mama mnie zabije, jeśli to zobaczy.-powiedziałam sama do siebie, robiąc dziwną minę. Skąd wiem, że jest dziwna? Patrzę w lustro. Podeszłam do szafy wyjmując z niej szorty i bluzkę sięgającą mi brzucha, którą kupiłam ostatnio z mamą, Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i lekko się umalowałam. Wychodząc z łazienki, złapałam granatowe krótkie trampki stojące obok mojego biurka. Założyłam je. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Kevin? Nie umówiliśmy się u niego. Więc kto? Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Za nimi stała tyłem do mnie odwrócona, kobieta. Widziałam tylko jej falowane kręcone włosy i tył dżinsowej kurtki i szortów. 
-Zgubiła się pani?-spytałam. 
-Jeśli masz na imię Anastazja, to nie.
Odwróciła się do mnie. Krzyknęłam.
-Nina?!
-Przecież nie Kevin.-zaśmiała się, Przytuliłyśmy się, 
-Myślałam, że nie przyjedziesz.-powiedziałam nadal zszokowana. 
-Jak byłam przejazdem, to jak mogłam nie wpaść do fanki. A poza tym chciałam ci pomóc w sprawię z chłopakami. 
-A więc zapraszam do środka.-powiedziałam pokazując ręką na wnętrze domu, chcąc zaprosić ją do środka. Gdy Nina chciała wejść ja ją zatrzymałam.-Ale na pewno nie jesteś wampirem? Bo wiesz, ale ja chcę jeszcze pożyć z tymi idiotami.
-Nie, nie jestem. A czemu idioci? Co nie mogą wejść do Media Markt?
Zaśmiałyśmy się. Weszliśmy do domu.
-Napijesz się czegoś?-spytałam.
-Czegoś czerwonego.-Powiedziała śmiejąc się.-Nie no żartuję, sok multiwitaminę jak masz.
-Jasne-powiedziałam idąc nalać nam soku.-Może tosta?
-A z czym?-zapytała wchodząc do kuchni.
-Z serem,
-Okey-usiadła na jednym z krzeseł przy wyspie kuchennej. -A więc w czym dokładnie mam ci pomóc?
-Nie wiem, mam Kevina i Dean'a. Stefana i Damona. I nie mam pojęcia którego wybrać.
-Czyli masz ich czworo-powiedziała śmiejąc się,
-Ale żarcik. Chodzi mi o to, że Dean jest Stefanem, a Kevin Damonem.
-Wybierz Dean'a, jak jest Stefanem to jest lepszy.
-Eh... Tylko, że ja jestem z Kevinem. Uszczęśliwia mnie,
-Czyli już dokonałaś wyboru.
-No tak, ale Dean mnie kocha, i tak głupio mi go olać.-powiedziałam podając jej szklankę z sokiem i tost.
-Ciężka sytuacja, Porozmawiaj z Dean'em.
-Próbowałam-usiadłam na przeciwko niej.-Zdenerwował się i zostawił mnie płaczącą w lesie. Gdyby nie Kevin nie wiem co by ze mną było.
-Spróbuj jeszcze raz. W miejscu publicznym.
-Wątpię, żeby to coś dało.
-Spróbuj. A pro po miejsc publicznych, pójdziemy gdzieś?
-Ale wiesz, że fani nie dadzą ci spokoju?
-To ja mam tu fanów?
-Zapewne tak, to jest zadupie, ale nie aż takie.
-No i co? Idziemy?
-No okey, ale najpierw zjedzmy.
****
Właśnie szłyśmy głównym placem mojego miasta gdy nagle podbiegła do nas Brigetta, przytuliła się do Niny.
-Hej-powiedziała... Podekscytowana idiotka, 
-Yyy....
-Może byś się ze mną przeszła?-zapytała.
-Sorki... Dziewczyno. Sama wybieram sobie towarzystwo. Chodź Ana. 
Powiedziała i poszłyśmy w stronę kawiarni do której po chwili weszłyśmy. Usiadłyśmy przy stoliku przy oknie zamawiając kawę i ciastko. 
-Kto to w ogóle był?-spytała Nina, 
-Taka jedna idiotka z mojej szkoły. 
-Nienawidzę psychofanów.


----------------
W końcu jest rozdział ^^
Krótszy niż zwykle, ale jest :D 
Mamy nadzieję, że się spodobał ;)
Pozdrawiamy i życzymy miłego dnia :*



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 7 "Ja, to nie ona. Ona, to nie ja".

Ten rozdział dedykujemy naszej wiernej czytelniczce Zebra Xd. Mamy nadzieję, że ci się spodoba ;) <3
I uprzedzamy, że będą tu przekleństwa ;)

Anastazja
-Ana? -spytał Dean
-....-patrzyłam na niego z łzami w oczach. Nie chciałam by Tanya zrobiła mu krzywdę, w głębi duszy coś do niego czułam.
-Ty nie jesteś Aną - powiedział cicho.
“To tylko twoja wyobraźnia, Ana.“ - powtarzałam sobie.
-.....
-ANA!
-Co?
Zamknij się Tanya! - krzyczałam w głowie.
-"Bo co mi zrobisz? Mogę zrobić z tym chłoptasiem co tylko zechcę, a ty mi nic nie zrobisz!"
-Nie bądź tego taka pewna.
-Ana do kogo ty mówisz?
-Yyy...
-"I co mu odpowiesz?! Jak niby ci na nim zależy to powiedz mu, że gadasz do swojego chorego JA!"
-On o nim wie...
-Co wiem?
Wyglądał na spanikowanego.
-.....
-Ana, co wiem?!
-Że jestem potworem! - wydarłam się.

-Nie jesteś!
-Wiesz, że to prawda, Dean.
-Nie, to, że twoje drugie ty chce wszystkich zabić to nie znaczy, że JESTEŚ POTWOREM
-Jestem...
Pokonałam ją. Ale co będzie jeśli jej nie pokonam? Co będzie potem?
-Nie jesteś!
Milczałam.
-Kto ci wmówił, że jesteś potworem?
-Ja, to wiem.
-Ana nie jesteś potworem-podszedł do mnie bliżej-Jesteś śliczna, mądra, utalentowana. Nie jesteś potworem
-I mogę Cię zabić...
-.... Nie zrobisz tego
-Skąd możesz, to wiedzieć Dean?
-Bo cię znam
-Jak widać, nie za dobrze mnie znasz
-Ana ja...
-Nawet nie pamiętasz, kim jestem!
-....
-Nic nie wiesz
-Ana zmieniłaś się, dałaś się dotykać facetowi.....
-No i co z tego?!
-I to, że...
-On się o mnie troszczy! I nie ma byłej, która chce mnie zabić! I nie ucieka!
No bo co on sobie kurwa myśli!
-Emma nie chciała cię zabić!
-Nie. Rzucała we mnie nożami dla zabawy!
-Nie wiedziałem
-Ty nigdy nic nie wiedziałeś
-Ale Ana..
-KU*WA, nie Anuj mi tu!
-Od kiedy ty przeklinasz?
-Od dzisiaj!
-.... Zmieniłaś się
-No co ty nie powiesz
-Bardzo.
-A ty jesteś dupkiem!
-Po czym wnioskujesz?
-Po twoim zachowaniu.-po tym zapadła cisza, Dean patrzał się na mnie dziwnie. Z takim wkurzeniem, smutkiem i wielką złością. Nagle otworzył usta bo chciał coś powiedzieć, nie nie chciał nic powiedzieć, on chciał wrzeszczeć.
-Może i jestem dupkiem! Może i moja ex rzucała w ciebie nożami! Może uciekłem! Ale do cholery ja cię kocham! A ty olewasz mnie dla jakiegoś szkolnego pozera!
-Może on też mnie kocha?!
-Szkolny pozer ma pokochać szarą myszkę?! Pewnie założył się z kumplami,. że cię zaliczy i zostawi.
-Jak możesz! - krzyczałam z łzami w oczach. Przesadził, zabolały ,mnie te słowa, Kevin by mi tego nie zrobił, nie zrobił by mi tego.

-Mówię ci tylko prawdę, żebyś się opamiętała nim będzie za późno!-Jak na razie pomógł mi bardziej od ciebie
-A niby co takiego zrobił?! Zabrał cię na randkę?! Sprawił, że poczułaś się jak prawdziwa nastolatka?! A może już mu się dałaś?!
Jak on mógł tak mówić, wie, że obrzydzają mnie takie rzeczy.A jeszcze mówił to o mnie! Jak mnie tak bardzo kocha to czemu tak o mnie mówił?! Nie mówi się tak o osobie którą niby się kocha.
-Tak właśnie mnie kochasz... Jak rzecz.
-....-jego złość na twarzy zniknęła, a za nią pojawiło się zdziwienie.
-Osobę którą się kocha... Nie trakturę się tak! Traktuje się ją z szacunkiem i toleruję się jej wybory!
-Czyli wybierasz JEGO?!
-Nie chce Cie widzieć Dean....
-.... -spojrzał na mnie, tali wściekły, że samo go takiego nigdy nie widziałam. Podszedł do mnie, i przyparł mnie do drzewa. Szarpałam się bo nie chciałam by mnie tak trzymał.
-Przestań!  Puść mnie.
-.... Ana wiesz, że mam ciężki charakter.... Ale nie skresilaj mnie bo jestem zazdrosny.
- Następnym razem mnie zabijesz.
Jaka ja byłam głupia.
-Nie zabije
-Prawie mnie udusiłeś
-Ty mnie walnęłaś lampą.
-Ty chciałeś mnie zgwałcić.
-Byłem piany
-...
-.....-przybliżył twarz do mojej twarzy lekko dotykając swoimi ustami moje.
-Zostaw mnie!!!
-Dlaczego?
-Nie będę się z tobą całować!
Nie nie nie! niech on mnie puść!
-A z nim się jakoś chcesz całować.
-On mnie do tego nie przymusza.
Ile on ma lat? Czemu tego nie rozumie?
-.... Proszę... Jeden całus.
-Dean, kocham Kevina.
Tak?
-Kochasz mnie?- odezwał się głos Kevina z mojego telefonu.
-KOCHASZ GO?
-.... Tak
-Naprawdę?
-Tak.... Naprawdę
Cmoknął mnie delikatnie w usta..

-Przepraszam-powiedział puszczając mnie, i idąc w głąb lasu. Upadłam na kolana, płacząc.


Kevin
Byłem bardzo uradowany. Jednak musiałem znaleźć Ane.
3 godz. temu
Próbowałem się do niej dodzwonić, znów. Ale jednak nie odbierała.
Szukałem w swoim telefonie, jakiejś aplikacji, która pomoże mi ją znaleźć.
Nic.
Kurwa!!!!
Jak coś potrzeba, to nie ma.
Błąkałem się po lesie, co jakiś czas wołając Ane.
Po godzinie błąkania się, znalazłem ją nie przytomną pod drzewem. Dean zapłaci za to.

Anastazja 
Obudziłam się w jakimś obcym pomieszczeniu, pokój był ogromny, niebiesko szare ściany, białe meble i jakieś obrazy z samochodami na ścianie. A łóżko w którym leżałam było wielkie, pościel miało-szaro-czarno-niebiesko-białą, i byłam w jakieś męskiej koszuli. Do pokoju wszedł Kevin.
-Już wstałaś?
-Tak... Co ja tu robię, i w dodatku w jakieś koszuli?
-Mojej koszuli. Zemdlałaś przy drzewie.
Przy drzewie?
-.... A to jest twój pokój?-spytałam, a on usiadł obok mnie.
-Tak. Wszystko w porządku?
-Tak.... Ale... Dziwnie się czuję będąc w twoim pokoju... W twojej koszuli... W twoim łóżku. Zaśmiał się.
-Wyglądasz kusząco.
Zaśmiałam się. Położyłam głowę na jego kolanach
-Lubisz włosy? - zrobiłam poważną mine.
-A co mam cię po brzuchu głaskać|?
-Uważasz, że mam włosy na brzuchu?
-Nie....
-....
-Mogę cię pocałować?-spytał z uśmiechem na twarzy.
-Pocałować? Nie wiem. Muszę się...
Nie zdążyłam dokończyć. Jego usta zetknęły się z moimi. W moim brzuchu zawirowało, jakbym miała motyle. Oczy miałam pół przymknięte. Świat eksplodował. Co było czym? Kim jestem? Pogłębiłam pocałunek. Nim się obejrzałam, ja leżałam na środku łoża, a Kevin mnie całował, tak jak nigdy. Z moich ust jego usta zeszły na szyję, całował mnie delikatnie, tak jak bym była bezom która miała się zaraz rozwalić. Jakbym była szkłem. Delikatnie jak gdyby muskał mnie piórkiem, całował mnie a ja leżałam sparaliżowana z rozkoszy.

To było moje pierwsze w życiu takie całowanie, z resztą gdyby nie Kevin nie wiedziała bym jak smakuje pocałunek, jak to jest jak przytula cię chłopak. Minęła jedna chwila i już mnie nie całował.
-Co się stało?-spytałam, jak zorientowałam się, że zamiast mnie całować patrzy się na mnie.
-To zajdzie za daleko
-No i co z tego?
-Ja tak nie chce..
-.... Czemu?
-To za wcześnie..
-......
-Ana dopiero co się poznaliśmy. Ale wiesz... całować Cie mogę dalej - poruszył śmiesznie brwiami.
-Ana...
-Masz racje.
Uśmiechnął się i wrócił do zajęcia.
***
Leżałam w łóżku Kevina, on spał obok mnie przytulając mnie. Czy ja kocham tego chłopaka?
Jest dla mnie czuły i nie nacieka na mnie, a nawet sam nie chcę. Motylki w brzuchu.. I to uczucie jak jego usta dotykały mojej szyi. Eh..

-Dlaczego nie śpisz?-usłyszałam zaspany głos Kevina.
-Jakoś nie mogę.
-Choć spróbuj.
-... A co z twoimi rodzicami?
-Wyjechali, wrócą za jakieś cztery dni.
-.... Aha.
-Śpij.

Lissa
Siedziałam w salonie na kanapie, pisząc z jakąś dziewczyną na fb.
Szczerze to ja z nią nie pisałam ja się z nią kłóciłam. Pisała mi, że jestem brzydka i głupia, i takie tam rzeczy. Pisałam z nią do puki do domu nie wszedł Dean, od razu jak wszedł zwalił wazon stojący na komodzie przy drzwiach, potem tak mocno walnął w szafie, że drzwiczki wyleciały, a na dodatek z pięści zbił lustro w łazience. To wszystko było słychać, aż w salonie. Ciekawe dla czego jest taki wkurzony? Może pokłócił się z tym swoim kumplem do którego miał iść? A może chodzi o coś innego? Wstałam z kanapy i poszłam do łazienki, gdzie Dean wkurzony wywalał wszystko z szafek.
-Co się stało?-spytałam opierając się o ościeżnicę drzwi.
-Nic
-To dla czego rozwalasz dom, jak rodzice wrócą będziesz miał przechlapane.
-Trudno - odpowiedział wściekły.
-Dean do jasnej ciasnej mów co jest
-....
-... Coś nie tak, z Aną czy z kumplem?
-Gówno cie to obchodzi
-Czyli z Aną. Powiesz, czy sama mam się dowiedzieć?
-Rób co chcesz - rzucił i poszedł do siebie
Ja wróciłam do salonu usiadłam na kanapę i zadzwoniłam do Any. Nie odbierała.
Więc napisałam do niej SMS-A "Laska oddzwoń". Ciekawe o co im poszło...
Ta myśl ciągle chodziła mi po głowie, ale moje rozmyślanie przerwał dziwięk donoszący o tym, że dostałam wiadomości na internetowym czacie.
Hej :*
Napisał "sexiciasteczko". Jeny. Jaka banalna nazwa. Co racja ja lepszej nie mam, "Lisskaxox".
Hej :-\ 
Odpisałam.
Czemu :/ ?
A czemu :* ?
A tak sobie
To ja też tak sobie napisałam
Jak u ciebie?
Nie wiem
Czemu taka jesteś?
Jaka?
Niedostępna
Sądziłeś, że wyśle ci gołe fotki?
Nie, sądziłem że będziesz milsza.
Jestem zła po prostu
Na mnie?
Na świat.
A co zrobił ci świat?
Brata :D
To raczej twoi rodzice go zrobili XD
Ciiii
Masz na imię Lissa?
Nie, Genowefa
Ha ha ha na prawdę śmieszne
A ty?
Tom
Świetne imię
Tak jak Genowefa
Ej
No co?
Jajco
Hahaha skąd jesteś?
Nie znam cię więc nie powiem
Muszę kończyć papa
Wyłączyłam internet, i poszłam do pokoju się zdrzemnąć, w końcu w nocy prawię nie spałam.


------------
Witamy po przerwie!
Rozdział trochę nudny... Nie?
I UWAGA UWAGA
Tak jak mówiliśmy na początku dedykujemy ten rozdział
ZEBRZE XD *specjalnie capsem xQ*
Dziękujemy, za komentarze, bronienie nas... Za to, że jesteś Emotikon heart
To miłe mieć takiego czytelnika :“)

#Wecomeback
#PGLB
Takie pytanko :
Chcecie trochę zboczuszkowych scen *Aya ma parę pomysłów*??

Aye, do następnego ^.^

Ayuś & Mads :*

piątek, 12 czerwca 2015

Informacja!

A więc chciałyśmy poinformować, że na razie nie będzie rozdziałów. Ponieważ nie mamy weny i się pokłóciłyśmy. Więc nie wiemy kiedy będzie kolejny rozdział.
Przepraszamy!

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 6 "Prawda"

Anastazja
-Że jak?
-Przepraszam!
-Ale...-jego głos był inny, nie umiałam określić czy był zły, smutny czy zdziwiony.
-Tanya, to druga ja... Rozumiem. Nie chcesz mnie znać.
-Kocham Cię.
To przesada.
-Co?!
-Jeśli ty mnie nie, to... Nie wiem- teraz nagle był nieśmiały?
-....
-Ana?
-Jaja sobie robisz?
-Pogadamy jutro, miłej nocy kochanie.
Rozłączył się. Kochanie?
Siedziałam na tej huśtawce próbując ułożyć se to wszystko w głowie. Dean i Kevin mnie kochają, zaczynam się czuć jak ta Elena z Pamietników Wampirów co dwaj bracia o nią walczyli.
Tylko, że oni nie są wampirami. A szkoda. Stefan ~ Kevin, Damon ~ Dean. Którego wybiorę?
-Ana wszystko Okey?-zapytała Lissa siadając obok na huśtawce
-Skąd, ty tu?
Kiedy ona podeszła?
-Obudziłam się i nie było ciebie w łóżku, popatrzałam przez okno i zobaczyłam ciebie
Rozmawiałaś z kimś. Z kim?
-Z Kevinem.
-Ooo o czym?-zapytała huśtając się trochę
-Kocha mnie. Kev mnie kocha. I Dean. A uderzyłam go lampą. Ja... -zdałam sobie sprawę, że powiedziałam za dużo.
-Kevin i Dean cię kochają?!
-Ciiii
Uff.
-Uderzyłaś go lampą?
Ups.
-Dobierał się do mnie. Przeprosiłam.
-Jak to się do ciebie dobierał? Czemu nic mi nie powiedziałaś?!
-Kiedy?
-Na przykład przez telefon lub dziś
-Hej, Liss, wiesz co? Twój brat nawalony, dobierał się do mnie. Co mamy na matme?
Zaczeła się śmiać.
-Nie, ale mogłaś mi powiedzieć dziś
-Eh...
-Niezłe masz branie jak dwóch na ciebie leci
-Ta. Super.
-Powinnaś się cieszyć
-Skacze z radości.
-Widzę. Którego wybierzesz?
-Nie wiem.
-.... A który lepiej całuje?
-Lisso!
-Co?!
-Przesadzasz.
-Przepraszam
-Kevin. Tak sądzę. Lubie ich obu...
-A co z Dean'em?
-...
-Co powiesz Dean'owi jak wybierzesz Kevina?
-Nie wiem, a może nie powinnam wybierać żadnego
-Ana.. Wiem jaki jest mój brat. Wybierz Keva!
-Coooo?
-To co słyszałaś wybierz Kevina
-Eh. Napisze do Niny Dobrev - zaśmiałam się.
-Ty i te twoje idolki.
-Nina jest ładna i też ma problemy z miłością
-Ja tam ją widze z Chris'em - wystawiła mi język.
-A ja z Paulem-zaśmiałam się
-No nieźle.
-Hahaha
-A co do niej napiszesz?
-Coś na pewno
-Co wy tu robicie?-odwróciłam głowę i zobaczyłam Dean'a-Wiecie która godzina?
-Wiemy.
-To co tu jeszcze robicie?
-Rozmawiamy o babskich sprawach.
-Znaczy?
-Nie musisz wszystkiego wiedzieć
-“She's a problem to solve and in that circle she's making I will always revolve And on her sight These eyes depend Invisible and Indivisible That fire you ignited Good, bad and undecided Burns when I stand beside it Your light is ultraviolet Visions so insane Travel unraveling through my brain Cold when I am denied it Your light is ultraviolet Ultraviolet.“
-OD KIEDY TY ŚPIEWASZ??! - jestem pewna, że Liss zbudziła tym rodziców.
-To było o... O kimś. O Was - zaśmiał się niezręcznie.
-Idiota - powiedziała Lissa.
-Śpiewam...od roku.
-Nieźle ci idzie-powiedziałam robiąc krzywą minę
Spojrzał na mnie pytająco.
A ja się uśmiechnęłam.
To było dziwne
-Dobra Ana chodź napiszesz do tej Niny-powiedziała Lissa schodząc z huśtawki
-Okay.
Poszłyśmy do pokoju.
-Hasło do kompa to Never be another-no tak jej ulubiona piosenka
-Okey
Never be another one*
Wklepałam hasło. Nie wiem skąd, ale kojarzyłam piosenke śpiewaną przez Dean'a.
Weszłam na youtube.
-Miałaś pisać a nie słuchać muzyki-powiedziała śmiejąc się Lissa
-Moment -zaśmiałam się.
-Okey
Szperałam w ulubionych zespołach. Iron Maiden, Fall out boy... Nic.
Moment. Stiff Dylans! Ultraviolet. Wsłuchałam się w tekst.
-Tak, to ta piosenka.
-Ana, o czym ty mówisz?
-Byliśmy na ich koncercie, nie pamiętasz?
Pokiwała głową. Miałam mieszane uczucia. To był nasz ostatni wspólny koncert. Po co Dean to zaśpiewał? Naprawdę mnie kocha? A Kevin?
-Ziemia, do Any. Jesteś tam?
Pokiwałam głową z uśmiechem.
-Nad czym się tak zamyśliłaś?
-Jak mam zacząć list do Ninz?
-Hmmm... Nie wiem
-“Droga Nino,
chciałabym z Tobą porozmawiać, a słyszałam, że będziesz przejeżdżać przez moje miasto...“
-Nieźle.
Uśmiechnęłam się i wysłałam maila. Pisałam go godzinę!
-Lissa, za godzinkę musimy wstać, do szkoły.
-Zrobi się dużo kawy i będzie dobrze
-Ble.
Położyłyśmy się na łóżku śmiejąc się, nawet nie wiem kiedy zasnełam. Obudziłam się około 8, Lissa jeszcze spała. Nagle do pokoju weszła mama Lissy.
-Do której to się siedziało?-zapytała robiąc poważną minę
-Do 6 - powiedziałam, wyszczerzając ząbki.
-Wyglądasz jak Pingwiny z Madagaskaru.“ Suszymy ząbki, panowie.“- muszę przyznać, świetnie udaje Skipper'a. Mama Liss patrzyła na nas, z  głupim uśmiechem.
-Mamo możemy zostać w domu?-spytała zaspana Lissa
-Tak, ale to ostatni raz. Dean też zostaje, bądźcie grzeczni - udała, że grozi nam palcem i wyszła.
-Idziemy spać?-spytała Liss
Pokiwałam głową.
Lissa zamknęła oczy i już spała.
Wow. Położyłam się, ale nie mogłam usnąć.
Usłyszałam jak drzwi wejściowe zamykają się.
Leżałam wpatrując się w sufit.
Wstałam z łóżka wzięłam telefon i poszłam do toalety, zadzwoniłam do mamy. Nie była zła, że nie poszliśmy z Lissą do szkoły. Kiedy skończyłam z nią gadać zauważyłam że mam wiadomość od.... Kevina, o treści.
"Zadzwoń".
Więc zadzwoniłam.
-Ana?
-Coś się stało?
-Czemu nie ma cię w szkole?
-Z Lissą próżno poszliśmy spać i jej mama zostawiła nas z Dean'em u niej w domu.
-Aha..
-A co?
-Mieliśmy pogadać....
-Chcesz się spotkać?
-Teraz?
-Jak chcesz.
-To za godzinę w twoim ulubionym miejscu
-Okey
*****
Pojechałam na tą górkę gdzie ostatnio go zabrałam, i tam mnie pocałował. Kiedy tam dotarłam Kevin siedział na ławce. Bałam się tej rozmowy
-Hej- podszedł do mnie.
-Hej
Przytulić go? Pocałować?
Przytuliłam go lekko.
-Co chcesz wiedzieć? - zapytałam.
-Masz schizofrenie, tak?
-Yhm
-Czemu nic nie mówiłaś?
-Hej, jestem Ana. Mam schizofrenie, moje chore ja może cie zabić. Poza tym ostrzegałam Cie.
-Wiem. Ale... Co Cię łączy z Dean'em?
-Ty jesteś zazdrosny!
-Odpowiedz
Tańczyłam jak głupia wokół niego.
-Jesteś zazdrosny. Kevin jest zazdrosny. Lalala.
Zaśmiał się.
-A mam powód?
-....-dobre pytanie
-Coś między wami jest?
-Chyba powietrze. Nie wiem, Kevin. Nie..
-Nie wiesz?
-Kevin.. Ja.. Ja jestem umysłowo chora. Ona często.. Zwalcza mnie.
-I wtedy ci odwala?
-Tak...
-A czy kiedy wskoczyłaś wtedy do wody to która to była?
-Ja -zaśmiałam się - lubię adrenalinę.
-Czyli to byłaś ty?
-Tak
Położył ręce na mojej twarzy i przyciągnął mnie do pocałunku
-Moja idealna wariatka -szepnął i zaczęliśmy się całować.
Kurde! Tym daję jemu nadzieję.
Może ja też tego chcę?
Może tego potrzebuje? Potrzebuję go?
Nawet nie zorientowałam się, że Kevin już mnie nie całuje tylko się na mnie gapi.
-Co?-zapytałam
Potrząsnął głową.
-Nad czym się tak zamyśliłaś?
-Nie ważne
-Ważne ważne
Co ja mam mu powiedzieć? Zamyśliłam się nad tym, że dając ci się całować daję ci złudną nadzieję?
A może sobie daję złudną nadzieję? Lubie go, ale czy kocham?
-Ana!
-Nie wiem co.
-Okey.... Może pójdziemy coś zjeść? Bo pewnie nic nie jadłaś
-Nie, dzięki.
-Okey
Westchnęłam.
-Wpadłem na pomysł-powiedział nastolatek po chwili ciszy
-Jaki?
-Co ty na to by zmontować tu huśtawkę z opony? A potem zaprosić tu znajomych i zrobić piknik?-jak by zamontował tu huśtawkę to by było tak jak wtedy kiedy byłam mała i często przebywałam tu z tatą, ale zapraszać tu znajomych? To było moje miejsce gdzie mogę się wyciszyć, odpocząć od tych wszystkich spraw.
-Wiesz... Pomysł z huśawką jest dobry, ale z zaproszeniem znajomych to nie za bardzo
-Kevin... Nie tu.
-Dlaczego?
-To było miejsce gdzie przychodziłam z ojcem, od kiedy go nie ma przychodzę tu sama, żeby coś przemyśleć, odpocząć. I ty jesteś jedyną osobą jakiej to miejsce pokazałam, nie chcę by ktoś tu przychodził pił i robił z tego miejsca jakieś wysypisko butelek po alkoholu i stertą petów
-Masz racje, przepraszam.
Uśmiechnęłam się lekko i popatrzyłam na drzewo gdzie była ta stara huśtawka, od razu przed oczami pojawiła mi się mała ja i tata huśtający mnie. Jak zawsze krzyczałam "Wyżej tata, wyżej!". Do tej pory uwielbiam się wysoko huśtać. Poczułam że na mojej twarzy pojawił się wielki banan. Miło było zobaczyć ten obrazek z dzieciństwa.
To miłe wspomnienie z Robertem, tak Robertem tak ma na imię mój tato. Którego nie widziałam od jakiś 14 lat.
Wyprowadził się od nas po rozwodzie z mamą, od tamtej pory go nie widziałam.
Czasem zastanawiam się jak teraz wygląda, czy przy patkiem nie mijam go na ulicy, lub czy może się nie ożenił i nie mam przypadkiem rodzeństwa, o którym tak kiedyś marzyłam.
Moje rozmyślanie przerwał mi mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni oczywiście na wygaszaczu pokazało mi się zdjęcie Lissy.
-Halo?-odebrałam
-Hej Ana gdzie ty się podziałaś?-w słuchawce nie usłyszałam głosu Lissy tylko głos Dean'a
-Jestem z Kev'em na spacerze.
-Na spacerze? Z Kevinem?-głos dana zmienił się na taki....bardziej smutniejszy?
-Tak.
-... A o której wrócisz?
-Za godzinkę.
-Okey
-A coś się stało?
-Chyba musimy porozmawiać
-Ooo?
-O wczoraj
-Czyli?
-O tym co wczoraj zaszło
-Przecież do niczego nie doszło
-CO?! Przecież cię pocałowałem!
-I ja ciebie.
-Przywale mu!
-Dean opanuj się do cholery, nie jestem twoją własnością!-powiedziałam i się rozłączylam
-Skąd wy macie ten tekst?
-....?
-“Przywalę Ci“
-Czy on chce mi przywalić?
-A ty jemu.
-Dostanie w mordę.
-Kevin!- zbeształam go.
-Jesteś moja-przytulił mnie.
-Wow. To słodkie.
-Wiem kochanie.
Kochanie. To słowo dźwieczało mi w głowie.
-Kochanie- szepnełam.
Cmoknął mnie w policzek.
-Czyli jednak mnie lubisz?- zaśmiał się.
-Kocham.
-Zakochujesz się chyba.
-Niech ci będzie. Na kochanie za wcześnie-poruszył dziwnie brwiami.
-Jesteś niemożliwy.
-Jakbyś miała jakieś problemy z Deanem, to powiedz.
Przytaknełam. Ale wiedziałam, że Dean powie mi to samo.
****
Właśnie zapukałam do drzwi od domu Lissy. Otworzył mi Dean, oczywiście po jego minie było widać, że jest zły.
-Ana!-za plecami chłopaka usłyszałam głos mojej przyjaciółki, chyba była zła-Gdzie ty byłaś?!-powiedziała i teraz odepchnęła swojego brata o sama stanęła w drzwiach.
-Kevin zadzwonił, chciał pogadać
-Skórwysyn-powiedział Dean
-Chodź musisz mi wszystko opowiedzieć-powiedziała Liss łapiąc mnie za rękę i zaprowadzając do swojego pokoju.
-Yyy okay.
Usiadłyśmy na łóżku.
-Opowiadaj!
-Ale nic się nie stało, znaczy nie działo
-Przytulił cię?
Mam, to wypisane na twarzy?
-....
-ANA MÓW!
-Taak
-A całował?
-W policzek.
Zarumieniłam się.
-Tylko?
-Tak
-Rozmawialiście?
-Trochę.
-Iiii?
-Nic.
-Jak to nic?
-No może coś troszeczkę...
-Gadaj!
-Chyba jesteśmy razem, albo nie. Nie wiem! Nie wyjaśniliśmy wszystkiego.
-CHYBA?! Wywalaj do domu i po niego dzwoń! Macie sobie wszystko wyjaśnić! -zrobiła chwilę przerwy, w czasie której jej twarz przybrała poważny wyraz – powiedziałaś mu o Tanyi?
-Tak.
-I jak zareagował?
Odrzuciłam w głowie głos mówiący: „Nie możesz jej ufać!”.
-Powiedział, że mnie kocha -mimowolnie na moje usta wpłynął uśmiech.
-Coo?! -dziewczyna wypluła wodę którą właśnie piła.
-Serio...? Nie powtórzę tego.
***
-Na prawdę musisz już iść? -jęknęła Liss.
-Obiecałam mamie, że będę przed 20. Nie chcę jej martwić.
-No okej... pa! -zrobiła minę smutnego pieska.
Już miałam wychodzić kiedy tak dobrze znany mi głos dobiegł do moich uszu.
-Ana czekaj! Odprowadzę Cię! Akurat idę w tatą stronę do kumpla -kurde... czy On musiał się doczepić?
-Jasne, poczekam na werandzie -wyszłam z domu w głowie przeklinając tego człowieka. Chciałam tylko spokojnie pomyśleć, znaleźć spokój ducha, chociaż na minutkę dwie... no, ale oczywiście ten buc musiał się doczepić! Nagle usłyszałam pstrykanie drzwi, więc z przyklejonym uśmiechem odwróciłam się do Deana.
-Idziemy? -zagadnęłam.
-No raczej -wysłał mi przyjazny uśmiech, na którego próbowałam odpowiedzieć, ale średnio mi wyszło.
Szliśmy w ciszy, ja patrzyłam w gwiazdy, a Dean bił się w myślach. Skąd to wiem? Zawsze gdy to robił zaciskał dłonie w pięści.
-Co między nami było? -wydusił z siebie w końcu.
-Kiedyś się przyjaźniliśmy, a później mnie olałeś. Tyle.
-I nic między nami nie było?
-Nic, a nic. Zero, kompletna nicość.
-Ahaa... -walnął trochę urażony, co On sobie myślał? Że to było jakieś love story, a ja go walnęłam lampą bo był moim chłopakiem? On jest bardziej tępy od... od.... od elity w szkole!
-No to jesteśmy na miejscu -spojrzałam na buty- pa!
-Czekaj! -szybko położył mi do dłoni jakąś kopertę po czym poszedł w całkowicie inną stronę. Zdezorientowana weszłam do domu krzycząc: „Mamo już jestem!” i szybko czmychnęłam do swojego pokoju. Puściłam szybko muzykę, zapaliłam światło, zrzuciłam buty z nóg i położyłam się na łóżku. Obracałam w dłoniach kopertę, w końcu zdecydowałam się ją otworzyć. Moim oczom pokazało się schludne pismo.
Droga Ano!
Nie mam pojęcia kim dla siebie byliśmy, ba nie mam wiem nawet kim ty do końca jesteś. Chciałbym wiedzieć jak się poznaliśmy, co razem przeszliśmy i co na nas poróżniło (oczywiście jeśli taka sytuacja miała miejsce). Jak już pisałem moja wiedza tobie jest ograniczona,jednak w sercu czuję jakbym znał Cię całe życie, jakbym tysiące razy patrzył jak zasypiasz, wkładasz buty, albo układasz włosy. Czuję jakbym znał jakąś twoją tajemnice i za każdym razem gdy „mam ją na końcu języka” przypominał sobie, że jednak to nie to. Codziennie odczuwam żal, tęsknotę. Każdego dnia coś przyciąga mnie do Ciebie, a ja mogę się temu tylko poddać.
KOCHAM CIĘ.
KOCHAM TWÓJ DOTYK.
KOCHAM TWÓJ ZAPACH.
KOCHAM TWOJE WŁOSY.
KOCHAM TWOJA TAJEMNICE.
Nienawidzę się...
Czemu to zrobiłem?
Powiesz mi?
Nie chciałem Cię skrzywdzić. Tak bardzo przepraszam...
Proszę, przypomnij sobie to uczucie gdy mnie uderzyłaś, gdy Cię dotykałem...
A PÓŹNIEJ MNIE ZNIENAWIDŹ.
Na zawsze twój,
D.

Tak jak prosił przypomniałam sobie to uczucie, każda moja część płonęła ze złości, płonęłam... traciłam nad sobą kontrolę, a Ona zyskiwała na sile...
***
Wybrała numer Deana i zaproponowała mu spotkanie w lesie.
KRZYCZAŁAM.
Jednak nawet pisk nie wydobył się z mojego gardła. Gdy Ona się szykowała próbowałam stawiać jej opór, tak bardzo chciałam, żeby do tego nie doszło,tak bardzo o tym marzyłam... Tanya zabrała z łazienki ostatnią pamiątkę po ojcu, złotą brzytwę,tak ostrą, że samo dotknięcie raniło. Pamiętałam ją bardzo dobrze...strach przed nią, przed tym czymś małym i niepozornym. Szybko zbiegła po schodach krzycząc do matki, że zapomniałam coś od Lissy. Znowu próbowałam przejąć kontrole... jednak Ona byłam silniejsza. Poszła w stronę starego lasu, nie pamiętam kiedy ostatnio tam kogoś widziałam... rodzice od zawsze ostrzegali przed nim dzieci. Ostrze które schowała za pasek spodni wżynał się nam w brzuch haratając go przy tym. Zatrzymała się na polanie pod wielkim dębem, tym samym na którym powiesiła się Suzanne Pirce siedem lat temu. Zatrzymała się pod drzewem samobójców... Z dala widać już było sylwetkę bruneta, a z moich oczów wypłynęła pojedyncza łza. Wiedziałam co zaraz się stanie Ona go zabije...

-----------------
Ten rozdział nie byłby skończony gdyby nie EMILY ROSE MALFOY, która także pisze BLOGA  Brightest Darkness
Bardzo serdecznie jej dziękujemy *oklaski* <3
Dzisiaj tak trochę ... Inaczej :)
Podoba się?

No i mamy taką małą informację, a dokładnie Mads ma. Założyła właśnie nowego bloga i jak by ktoś chciał wejść i zobaczyć to zapraszam. True love is immortal

No czekamy na komentarze ;) Miłego wieczoru :*

A tu piosenka którą śpiewał Dean z tłumaczeniem :)

A i jak podoba wam się nasz nowy szablon?

Ps. Za jakieś tam błędy przepraszamy, bo Mads to poprawiała, a źle się trochę czuła  i mogła nie zauważyć jakiegoś :*


wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 5 "Niezwykła dziewczyna, głupi chłopak"

Na początek chciałyśmy uprzedzić, że Dean jest trochę obrzydliwy i jak coś jecie lub pijecie, radzimy to odłożyć ;) Miłego czytania :*
Dean
Czy Ana mi wybaczy? Ciekawe dlaczego przywaliła mi tą lampą? Przystawiałem się do niej?
-Dean-do pokoju weszła Lissa, że ja ją rozpoznaje
-Siostra - powiedziałem.
-Od kiedy ty mówisz do mnie siostra?
-Ludzie się zmieniają.
-Jak się czujesz?
-Pewnie lepiej niż na, to zasługuje.
-....?
-Mniejsza. Nie martw się. Nie obwiniaj Any.
-Ana ma coś z tym wspólnego?-o w mordę, to Lissa o niczym nie wie?
-Nie wiem.
-Ale powiedziałeś....
-Nie ważne koniec tematu
Liss westchnęła.
-A ty nie powinnaś być w szkole?
-Skończyłam.
-Yhm
-...
-Co u Any?-zapytałem nie pewnie
-Nie było jej dzisiaj w szkole. Jest z Kevin'em na zakupach...
-....-ale kto to Kevin?
Poszperałem w pamięci. Nie pamiętam.
-Szkolny pozer.
Moja mina mówiła “dalej nic nie rozumiem“
-Dean wszystko okey?
-Jak on wygląda?
-Kevin?
-Nie, Święty Mikołaj.
-Kevin, ma czarne włosy, często postawione na żel. Ma niebieskie oczy
-Już wiem! Zawołaj pielęgniarke!
-Okey...-powiedziała robiąc dziwną minę

Zawołała salową.
-O co chodzi, młodzieńcze? - zatrzepotała do mnie rzęsami.
-Muszę do toalety - wyszczerzyłem do niej zęby. Już nie trzepotała rzęsami, a mina jej zrzedła.
Dziewczyna (na oko miała, z 25 lat), zaprowadziła mnie powoli do toalety.
Kiedy byliśmy pod drzwiami toalety, puściła moją rękę.
-Pośpiesz się-powiedział
-Chyba muszę dwójeczkę - powiedziałem, z pozoru niewinną miną. Pobladła.
Usiadłem na toalecie, dziewczyna, chwilę wcześniej ściągneła mi spodnie. Zacząłem robić swoje.
Po zrobieniu, dziewczyna podtarła mnie, pełna obrzydzenia.
Wyszedłem z toalety zadowolony, że utarłem jej nosa.
-Wiesz od teraz sam będziesz chodził do toalety
-Nie mogę, tak powiedziała pani Doktor.
-Ale ja nie mam ochoty oglądać twojego tyłka
-Pani problem. Jedzenie poproszę.
Zaprowadziła mnie do sali i poszła.
Po chwili przynosząc mi jedzenie
-Dzięki!
Lissa spojrzała na mnie zdegustowana.
-Daj trochę-powiedziała siadając bliżej
-To tylko kurczak.
-Właśnie to jest kurczak
-Lubisz kurczaka?
-Nom, ale Najbardziej jak robi go mama Any. Przewróciłem oczami.
Anastazja
Stałam tak na środku drugiego piętra z Kevinem który nie chciał minie puścić
-Nad czym tak się zamyśliłaś?
-Mówiłam już, że jesteś denerwujący?
-Możliwe
-Jesteś denerwujący.
-Wezmę to za komplement
-Irytujący też.
-Kolejny komplement, fajnie
-Nienawidzę Cię.
-O nie, to, to już za wiele.
-I co mi zrobisz?
-Och, Ana. Jeszcze nie wiem.
-To jak będziesz wymyślać to mogę ci coś pokazać?
-Co?
-Miejsce do którego chodzę od małego.
-Okey, a gdzie to jest?
-Jest to niedaleko mojego domu.
-To jedźmy
****
Kevin zaparkował pod moim domem.
-To prowadź księżniczko
Poszliśmy na polanę nie daleko, domu obok polany był las, poszliśmy w jego głąb na górę na której była ławeczka i drzewo, wierzba na której kiedyś była huśtawka z opony.
-Jesteśmy-powiedziałam uśmiechając się
-WOW, ale tu ładnie-powiedział patrząc na widok, skąd było widać całe miasto.
-Wiem
-Z kąt znasz to miejsce?
-Kiedy miałam 5 lat zabierał mnie tu tata, to jedyne miłe wspomnienie z nim-powiedziałam i już się nie uśmiechałam
-Jak mogę zapytać, to co się stało, że jesteś z mamą? Nigdy nic o ojcu nie mówiłaś- no i zapytał. Powiedzieć mu, że mój ojciec jest pijakiem? Bił moją mamę i mnie?-Ana?
-Nie lubie o tym mówić - wzdrygnełam się.
-Okey, nie zmuszam cię do mówienia
Przytulił mnie.
-Też miałem mroczną przeszłość.
Na tym temat się zakończył.
-Jaką mroczną przeszłość?
-(Dobra nie tego nie było)
Odsunęłam się od niego.
-Coś się stało?-zapytał zdziwiony
-N...Nic. Chodźmy już.
-Gdzie chcesz iść?
-Do domu.
-..... Okey-odwróciłam się i chciałam już pójść-Ana nie zabij mnie za to-nie wiedziałam o co mu chodzi, złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, wszystko działo się tak szybko, że parę sekund później poczułam delikatny pocałunek na moich ustach.

Trzeba przyznać, że spodobało mi się to, Kevin był taki delikatny i dobrze całował. Był pierwszym chłopakiem z którym się całowałam. Kiedy oderwał swoje usta od moich spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Ja..-zaczął.
Pokręciłam głową.
-Ciii.
-....?-moja twarz zbliżyła się do jego twarzy tak, że dzieliło nas tylko parę milimetrów. Niepewnie położyłam swoje usta na jego.
Co ja robiłam? Nie wiem. Wiedziałam, że później za to zapłace. Poza tym on nic o mnie nie wiedział. Odsunęłam się delikatnie, moje wargi tylko przez kilka sekund dotykały jego.
Kiedy otworzyłam oczy od razu natknęłam się na wzrok nastolatka.
-Przepraszam - powiedziałam.
-Nie przepraszaj-powiedział kładąc ręką na moim policzku-Nie masz za co
Łzy spłynęły po moim policzku.
-Nie płacz, pocałunek to nie powód do płaczu
-To zbyt piękne...  Nie wiem czy...
Nie zdążyłam dokończyć. Jego wargi wpiły się w moje. Ten pocałunek był dziki, drapieżny, szybki. Jego język wdarł się do moich ust. Odwzajemniłam pocałunek, z całą dzikością , którą w sobie miałam. Nie myślałam. Oddawałam mu kawałek siebie, z nie mniejszą żarliwością od niego.
Odsunął się, by złapać oddech.
-Jesteś niesamowita - szepnął.
-Mówisz tak jak byśmy do łóżka poszli
-Zawsze potrafisz zepsuć nastrój?
-Taaaak
Pokręcił głową z niedowierzaniem. Złapałam go za rękę.
-Czyli już nie muszę, Cie przytulać?
-Jak nie chcesz to nie musisz, znajdę sobie innego
-A co jeśli nie będę?
-To tego pożałujesz
-Nie wymyśliłeś jeszcze jednej zemsty a już planujesz drugą, fajnie
Zaśmiał się.
-Ja już coś wymyślę
-Napewno
-Idziemy do domu?
-O tak. Chce zobaczyć mnie mojej mamy, gdy zobaczy, te krótką sukience.
-Tamta którą miałaś wczoraj też była krótka
-Nie aż tak.
-Oj nie marudź-wziął mnie za rękę i poszliśmy w stronę mojego domu. Szliśmy strasznie wolno, i w ciszy.
Czemu on mnie pocałował? To pytanie chodziło mi ciągle po głowie.
Co jest takiego we mnie?
Kev zapukał.
-Po co pukasz ja tu mieszkam-powiedziałam i otworzyłam drzwi wchodząc do środka-Mamo jesteś?!
 -Tak w salonie!-poszłam w stronę salonu, kiedy tam weszłam zobaczyłam rodziców Lissy i Dean'a.
-Dzień dobry-powiedziałam zdziwiona
-Dzień dobry Ano-powiedziała mile mama mojej przyjaciółki
Puściłam rękę Kevina.
-Chcieliśmy z tobą porozmawiać, o tym co się stało wczorajszego wieczoru-powiedział tata Lissy
Przełknęłam ślinę i pokiwałam głową.
Usiadłam obok mamy, która złapała mnie za rękę.
-Możesz nam powiedzieć co robił tu Dean?
-Nie wiem proszę pani, weszłam do pokoju
A on leżał na łóżku
Co dalej? Chłopcze - zwrócił się tata Liss do Kevin'a- może lepiej jak..
-Nie! On zostaje - spojrzałam na niego. Wyglądał na zmieszanego.
Kevin uśmiechnął się do mnie.
-Ana, Dean nic prawie nie pamięta-powiedziała poważnie mama Lissy
-Na... Naprawdę?
-Tak, jedyne kogo pamięta to Lissę
-Ja nie chciałam - byłam pewna, że moje oczy się zaszkliły.
-Wiemy Ana, ale musimy wiedzieć co się dokładnie wczoraj stało.
-Uderzyłam go lampą.
-Ale dlaczego?
-..... Bo się do mnie dobierał-powiedziałam i spuściłam głowę
-C...CO?! - mama Liss była zszokowana.
-... Ja się tylko broniłam
-Dean kocha Ane - odezwał się Kevin.
-Ale Dean by się do niej nie dobierał
-Kochanie był pijany, po pijaku wszystko się robi-powiedział ojciec Liss
-Zrobił, to z miłości.
-Nie chciał jej zgwałcić z miłości
-Ludzie robią różne głupie rzeczy.
-A tym bardziej Dean
Rozpłakałam się. Znowu.
-Nie chciałam! Ale on...
Wybiegłam domu.
-Ana-za mną wybiegł Kevin, podbiegł do mnie przytulając mnie-Nie płacz
Odepchnęłam go, jednak po chwili złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
-....
-Ana gdzie ty idziesz?
-Zobaczysz.
Zaprowadziłam go nad jezioro.
-No i co my tu robimy?
-Ja będe się kąpać.
-Zwariowałaś dziś za ciepło nie jest, a tak w ogóle nie masz stroju kąpielowego
-Mogę nago - zaśmiałam się z jego miny - Albo w bieliźnie.
-Będziesz wracała potem mokra?
-Bedę w ciuchach.  Robiłam, to wiele razy.
Ściągnęłam ciuchy i weszłam na drzewo.
-Jesteś walnięta!
-Też cie lubię - posłałam mu buziaka i skoczyłam
Kiedy wynurzyłam głowę zobaczyłam, że Kevin też się rozbiera i wskakuje do wody.
-Czyli jednak?
-Jesteś szalona. Ale za to Cie lubię
-Fajnie wiedzieć-powiedziałam uśmiechając się
-Umiesz dobrze pływać?
-Mój tato dobrze pływał - odpowiedziałam z żalem w głosie. To było przed tym.. Jak mu odbiło.
-Mój też.
Podpłynął do mnie.
-...-uśmiechnęłam się
Ochlapał mnie.
-Ej-zaczęliśmy chlapać się wodą, aż wreszcie on zanurkował i nagle znalazłam się u niego na rękach
-Zanurzamy się. Raz, dwa..
-Nie Kevin...
-Trzy-i znalazłam się pod wodą
W ostatnim momencie złapałam oddech.
Kiedy się wynurzyliśmy, Kevin od razu dostał wodą w twarz
-Ej za co to?-zapytał Kevin wypierając ręką twarz
-Wrzuciłeś mnie do wody. Całą.
-I tak byłaś mokra
-Nie aż tak.
-Ojeju nie marudź
-Taaa.
-Mam do ciebie pytanie
-Jakie?
-Kto to Taya?
-Chyba Tanya - poprawiłam go -Nieważne.
-Ważne, krzyczałaś jej imię w nocy
-Nie chce o tym mówić.
-Nigdy nie chcesz o niczym mówić
-Jestem psychiczna, okay?
-Psychiczna?
-Tak. W złym znaczeniu. Nie powinno Cie tu być.
-......?
-Nie powiem więcej, nie naciskaj, proszę.
-Dobrze
Uśmiechnęłam się lekko. a on miał dziwaczną minę.
Super.
-Idziemy?
Pokiwał głową.
-To się nie uda.
-Co?
-My.
-Ana proszę cie, nie mów tak
-Jeśli zrobię coś głupiego, odejdź. Dobrze?-położyłam rękę na jego podbródku i podniosłam go tak by patrzał mi w oczy.
-Dobrze, Ana.
Wahałam się tylko przez chwilę. Spojrzałam mu w oczy i przyciągnęłam do pocałunku. Uśmiechnął się, gdy go całowałam. Odwzajemnił go. To musi się udać.

****
-Mamo? A gdzie są rodzice...
-Wyszli. Nie chcą naciskać. Liss nic nie wie.
-Okey-w głębi duszy cieszyłam się że wyszli  bo nie mam ochoty z nimi rozmawiać szczerze mówiąc
-Kevin zostaje? - spojrzała na niego.
-A może?
-Zjedzcie coś i do góry. Zadzwonię do twoich rodziców - uśmiechnęła się.
-Dziękuje-powiedział uśmiechając się
Po tym jak mama kazała zjeść nam obiad poszliśmy na górę.
-Poczekasz tu ja pójdę pod prysznic?-zapytałam
-Jasne
-Nie wchodź do łazienki
-Nie będę
-Nie wierze - zaśmiałam się.
-Nie musisz - mrugnął do mnie uwodzicielsko.
Przewróciłam oczami.
-Słowo daję, jeśli zobaczę cie w łazience, gdy będę się kąpać, wyrzucę Cię.
-Oj, kocham, to w Tobie, skarbie.
Wkurzyłam się.
-Radziła bym ci mnie nie denerwować
-A co zrobisz?
-Mogę zrobić więcej niż ci się wydaje
-Ah tak?
-Tak, a teraz daj mi pójść się w spokoju umyć-powiedziałam i poszłam do łazienki
Rozebrałam się i weszłam pod prysznic, woda nie była ani za zimna, ani za ciepła. Była akurat. Wzięłam mój szampon i zaczęłam szokować głowę, potem zaczęłam myć ciało. Kiedy usłyszałam ciche zamykanie drzwi od łazienki.
Szit zapomniałam ich zamknąć.
Od razu złapałam za ręcznik wiszący na specjalnym haczyku. Zakryłam się nim i odwróciłam.
-Miałeś nie wchodzić
-E tam.
-E tam?! Ja jestem naga. JUŻ WYJDŹ STĄD
-Widziałem cie w bieliźnie, nago też nie zaszkodzi.
-KEVIN! WYJDŹ
-Nie krzycz.
Czemu on jest taki spokojny?
-Jak mam nie krzyczeć?!
-A czemu tak?
-Jestem tu naga, przykryta tylko ręcznikiem. Proszę cie wyjdź stąd
-Dobra, luz. Zęby tylko umyję.
-To się pośpiesz
-No nie wiem.
-Masz 5 minut-powiedziałam poprawiając ręcznik który się rozluźnił.
Podszedł do zlewu wziął szczoteczkę do zębów, paste i zaczął myć zęby ciągle patrząc się na mnie.
Oparłam się lekko o szybę prysznica.
-Trzeba przyznać, że ciało masz niezłe-powiedziała Kevin
-Zamknij się.
-I znów to twoje słynne "Zamknij się"
-O co Ci chodzi? Wszedłeś mi do łazienki gdy się kąpałam, niby chwalisz, a potem myjesz długo zęby. Łamiesz etykietę, książe.
-Dla ciebie zawsze je złamię
-Wyjdź.
Wypluł piane z ust, wypłukał je, a potem wytarł bluzą.
-... A co mi zrobisz jak nie wyjdę
-Wyjdź stąd! - wydarłam się. Coś było nie tak. Tanya. Nie. Nie.
-Dobrze - spojrzał na mnie. Musiałam wyglądać na wściekłą. Podszedł do mnie. Złapał w zęby moją wargę. Uspokoiłam się. Tanyi nie było. Pocałował mnie delikatnie i wyszedł.
Wtedy w spokoju mogłam się wykąpać, potem się wysuszyłam, ubrałam i wyszłam z łazienki.
-Witam - leżał na łóżku.
-....
-Masz na mnie focha?
-Nie
-A jesteś zła?
-Wszedłeś mi do łazienki kiedy się myłam, nie nie jestem zła
-To fajnie
****Tydzień później****
Dziś nocowałam u Lissy, dawno ze sobą nie pędzałyśmy dużo czasu, przez ten wypadek z Dean'em, no i przez Kevina.
-A więc opowiadaj, co ciekawego działo się przez ten tydzień?-zapytała Liss uwijając łyk herbaty.
-Nic...
-Cały tydzień spędziłaś z Kevinem, i nic ciekawego nie robiliście?!
-Na pewno nie robiliśmy tego o czym teraz myślisz
-A skąd wiesz o czym teraz myślę?
-Bo cię dobrze znam
-Noooo masz racje.
-Do niczego prawie nie doszło
-Prawie?
-Prawie.
-A to prawie znaczy?
-....
-No Ana mów
Cmoknęłam powietrze. Zaśmiałyśmy się. W tej chwili ktoś zapukał.
-Proszę-powiedziała Lissa
Do pokoju wszedł Dean.
-....
-Co chcesz Dean?
-Mama się pyta czy jesteście głodne?-pytał niby Lissy, ale gapił się ciągle na mnie, wzrokiem jak bym go czymś zranił. Może chodzi mu o ten wypadek z lampą? A może słyszał naszą rozmowę? W końcu Kevin mówił, że on mnie kocha, ale nie chcę się zgwałcić dziewczyny którą się niby kocha. Dobra Ana nie myśl o tym!
-Nie nie jesteśmy-odpowiedziałam razem z przyjaciółką.
-Chociaż.. -dodałam - możesz nam coś przynieść, tak na spontana.
-Na spontana?- spytał.
-Tak...
-Okay-wyszedł.
-Co to było?
-O co ci chodzi?
-Na spontana, Ana?
-Poprosiłam o coś do jedzenia -zrobiłam niewinną minę.
Lissa wybuchła śmiechem.
-Wracając do tematu Kevina, dobrze całuje?
-Zajebiście.
-Dean pewnie lepiej - szepnęła Liss.
-Co?
-Co, co?
-Nic.
Co to było?
Wszedł Dean.
-Mama zrobiła wam kanapki-powiedział kładąc talerz na łóżku
-Dean możemy porozmawiać? - spytałam.
-....-spojrzał na mnie-Jasne-wyszliśmy na korytarz-O czym chcesz gadać?
-Właściwie, to chciałam przeprosić.
-Za?
-Lampa, twoja głowa, ja.
-Aaaa, to ja powinienem przeprosić. Upiłem się i coś mi odbiło
-Uderzyłam cię lampą.
-Ale to ja...się do ciebie....no wiesz
-dobierałeś
-Chętnie zrobiłbym, to jeszcze raz - mrugnął do mnie.
-Ale, że teraz? - zapytałam głupio.
-Możliwe-położył rękę na moich biodrach
Odepchnij go. Odepchnij. Nie potrafiłam. Stałam tak osłupiała. Gdzieś w głębi duszy, pragnęłam jego dotyku.
Dean spojrzał na mnie pytająco. Chyba widział, że biłam się ze sobą. Przytulił mnie. To było dziwne...
-Kocham Cię, Ana. Wybacz mi.
Mówiąc, to puścił mnie. W pierwszej chwili myślałam, że chodzi mu o incydent w moim pokoju. Ale nie. Dan, po chwili musnął moje usta. W głowie dźwięczały mi jego słowa, “wybacz mi“. Odepchnęłam go. Pobiegłam do łazienki.
Usiadłam na wannie i się rozpłakałam
Jestem głupia. Bardzo, bardzo, bardzo głupia. Ja i moje chore ja.
Postanowiłam, wyjść z łazienki. Poszłam do pokoju, ku mojemu zdziwieniu Lissa spała. Wzięłam telefon i wyszłam do ogrodu, na huśtawkę.

Siedziałam na tej huśtawce patrząc na zdjęcie moje i Kevina które zrobiliśmy ostatnio.
Zadzwonię do niego. Po 4 sygnałach, odebrał.
-Ana?
-Hej - powiedziałam cicho.
-Hej. Wiesz, że jest 3 w nocy?
Czyli siedziałam w łazience.. 2 godziny?
-Mhm. Musze Ci coś powiedzieć.
-Słucham?
-Ja... Dean mnie pocałował! Ale, to ...
-Oberwie mu się!
-To wszystko przez Tanye!
-Przez kogo?
-Przez Tanye!
-A kto to jest Tanya?
-Ja...
-Ale ty masz na imię Anastazja
-Kevin... Ja mam schizofrenię...


--------------
Jak tam u was? Jak się podoba już 5 rozdział? Dobrze? Źle? 
Rozpisujcie się!
No i kogo shippujecie? 
Mamy nadzieję, że Dean was tak nie obrzydził jak Madzie :) 
No czekamy na komy :*
Pozdrawiamy Aya i Mads <3
Ps. My piszemy tego bloga we dwie ;) Aya i Mads. WE DWIE!

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 4 "Mam taką nadzieję"

Anastazja
-Kogo chyba zabiłaś?-zapytał trochę zdziwiony Kevin
-Dean'a!
-A skąd u ciebie wziął się Dean?!
-Nie wiem, Kevin.
-Nie płacz. Zaraz będę.
-Dziękuje-powiedziałam i się rozłączyłam. Po jakiś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi, szybko zbiegłam na dół i otworzyłam. Rzuciłam się w ramiona Kevina, zapłakana.
-Cichutko...-szepnął-Co się stało?
-Tam... Na górze... U mnie w pokoju.. Lampa... Ja... - mówiłam niezrozumiale.
-Dobrze... uspokój się, ja pójdę na górę.
-Idę z tobą.
-Ale... no dobrze, choć i się uspokój.
Skinęłam głową, niezdolna co powiedzenia czegoś. Kevin złapał mnie za rękę i powoli poszedł w stronę mojego pokoju
-Na prawo - powiedziałam szeptem.
Kevin skręcił w prawo i poszedł do przodu, ja byłam trochę za nim. Kiedy byliśmy pod pokojem chłopak bez wahania wszedł do pokoju.
-Leży za łóżkiem.
Kevin podszedł do Dean'a.
-Jezu Ana co ty mu zrobiłaś?-zapytał dotykając jego głowy, kiedy podniósł rękę ona była w krwi.
-Ja się tylko broniłam-powiedziałam i się bardziej rozpłakałam
-Jak to broniłaś?
-Dean się do mnie dobierał-powiedziałam ocierając łzy z policzków.
-Skur... Żyje.
-Może powinniśmy wezwać karetkę?
-Nie... sam go zawiozę do szpitala, ale...-nie dokończył bo do pokoju wparowała mama.
-Ana?
Moja mama stała zszokowana. Spojrzała na rękę Kevin'a i na mnie ...
-Mamo.. On mnie  zaatakował. Był tu mamo! Na moim łóżku. Dobierał się do mnie. Nie jestem psychiczna! Nie ma Tanyi! Mamo.. - załkałam. Kevin patrzył, to na mnie, to na moją mamę z szokiem na twarzy.
-Wierzę ci skarbie-powiedziała podchodząc do mnie i mnie przytuliła.
Kevin spoglądałam wszędzie, byle nie na nas. Podeszłam do niego i przytuliłam się do jego piersi.
Nastolatek nie wiedząc co zrobić, położył ręce na moich plecach.
-Zawieziemy go-powiedział chłopak
-Ja go zawiozę - powiedziała moja mama - Zostałbyś z Aną? - zwróciła się do Kevina.
-Jasne.
-Możecie zająć pokój gościnny. Połóżcie się razem - mrugnęła do nas - Już was nie widzę - wygoniła nas z pokoju. Kevin wykonał krótki telefon do swojej mamy, a następnie przyszedł do pokoju. Chodziłam w tę i z powrotem.
-Nie denerwuj się tak, przecież on żyje-powiedział
-Prawie go zabiłam.
-Broniłaś się
-Mogłam... Inaczej.
-Jak?! On się do ciebie dobierał! Nie przeżywaj tego tak
-Postaw się w mojej sytuacji.
-Ana przestań na razie o tym myśleć
-Spróbuje. Coś do picia? Jedzenia?
Pokręcił głową. Zeszłam na dół. Poszukałam w szafkach. Wzięłam czekoladowe poky  (Japoński przysmak, takie paluszki w polewie ) i jakiś sok. Poszłam na górę. Na szczęście nie spotkałam mamy z ... Dean'em. Weszłam do pokoju gościnnego.
-Może jednak zjesz? Będę weselsza - powiedziałam z przekonaniem.
-Jak to ma poprawić ci humor to okey
Podałam mu “paluszki“, i usiadłam obok.
-Naprawdę chcesz ze mną spać w jednym łóżku?-zapytałam
-Mogę na podłodze.
-....
-To zależy czy będzie ci przeszkadzać jak będę spał z tobą?
-Nie.-wybałuszył na mnie oczy.-Ale musisz wiedzieć, że nie jestem normalna. Mogę cie zaatakować w nocy.
Chce dziś z nim “spać“. Bo to może być ostatnia noc z nim w moim życiu. Napewno będzie. Zaśmiałam się. Spojrzał na mnie, a ja się położyłam, a on położył się obok mnie.
-To była ciężka noc.
-Jeszcze się nie skończyła. Chodź tu do mnie.
Przytuliłam się do jego klatki piersiowej.

-Nadal jestem głodna
-To jedz.
-No, ale będę musiała iść na dół, a mi się nie chcę
-Masz poky
Kevin
Ana jadła poky, popijając sokiem. W pewnym momencie zabrałem jej sok.
-Ej co robisz?
-Pije
Przekręciła oczami
-Następnym razem, powiedz, że chcesz, a nie - udała obrażoną.
-Oj nie strzelaj focha
-Idę spać.
-Okey
Położyła się.
Przesunąłem się do niej trochę bliżej położyłem ręce na jej brzuchu i przytuliłem do siebie
-Ej co ty wyrabiasz?
-Przytulam się.
-A pozwolił ktoś?
-Sam sobie pozwoliłem.
-To za dużo se pozwalasz
-Też cie lubię.
-A ja cie nie lubię
-Wtedy spałbym na podłodze.
-To co robisz jeszcze na łóżku?
-Przytulam.
Zaśmiała się
-Dobranoc, Wood.
-Dobranoc, Ana
Odwróciła się ode mnie.
****
Jest po drugiej w nocy, a Ana krzyczy, leżąc obok.
-Nie jestem jak Tanya! Nie jestem..
-Ana - zacząłem nią potrząsać.
-Nie jestem nią, nie jestem Tanyą!
-Ana obudź się
-ANA!
Ana wstała, otwierając szeroko oczy.
-Wszystko okey?-zapytałem
-T..tak.
-Na pewno?-Pokiwała głową.-Krzyczałaś, coś ci się śniło?
-Biegłam przez las - kłamała. Jej oczy wędrowały po całym pokoju. Była przerażona.
-Ana, widać, że kłamiesz
-Myśl co chcesz.
I się położyła.
-....
-Nie chcesz wiedzieć. Miłej nocy. Przepraszam, że cie zbudziłam.
-I tak nie spałem
-Jasne, dobranoc.
Wtuliła się jednak we mnie i po chwili już spała. Ja też . Nie wiem czy z wyczerpania, czy z wrażeń również usnąłem.
*****
Wstałem bardzo późno, około 9.
Ana dalej smacznie spała. Podniosłem się i zobaczyłem, że ktoś dzwoni do Any wziąłem telefon do ręki na wygaszaczu pisało "Liss <3". Nie odebrałem, odłożyłem go na miejsce, spojrzałem  na śpiącą dziewczynę która kiedy spała wyglądała na prawdę słodko, po czym wyszedłem z pokoju. Poszedłem do kuchni. Przy kuchence stała, mama Any. Smażyła naleśniki.
-Dzień dobry, pani...
-Jocelyn, proszę - powiedziała z uśmiechem.
-Dobrze ... Jocelyn. Ana jeszcze śpi.
Pokiwała głową.
-Będę musiała napisać wam usprawiedliwienie z dziś do szkoły
-Dziękuje pan.. Jocelyn.
-....-uśmiechnęła się -Jesteś głodny?
-Jasne. Dużo syropu poproszę.
Chociaż na twarzy miałem uśmiech, wcale nie byłem zbyt szczęśliwy. Kim była Tanya? Ana mi o tym powie? Ona jest taka inna.. Chciałbym ją poznać. Jest inna. Nie lubi mnie bo mam kasę. Właściwie, to ciągle się upiera, że mnie nie lubi. Uśmiechnąłem się. Przytuliła mnie w nocy. Czy mam szansę poznać, tą dziewczynę? Czy, ona ma jakiś sekret?
-Kevin! -mama Any, wyrwała mnie z zamyślenia.
-Słucham?
-Jeszcze syropu?
-Nie dziękuje
-Hej mamo-powiedziała schodząc na dół Ana
-Hej, Ana - powiedziałem.
-Hej-usiadła obok mnie, była zaspana. Ugryzłem naleśnika.
-Ile chcesz naleśników?- zapytała Jocelyn Any.
-Nie chcę-w tym samym momencie zadzwonił telefon domowy, Ana podeszła i odebrała-Halo?....Lissa hej.... Tak wiem, że Dean jest w szpitalu.... Nie ważne.... Dobra Lissa pogadamy później okey?.... Pa-rozłączyła się
-Co będziecie robić dzieciaki? - zapytała Jocelyn.
-Ja muszę spotkać się z Lissą-Powiedziała Ana
-To ja pojade do domu...
-Nie. Ana, spotkacie się w trójke. Lissa jest jeszcze w szkole, więc wy dwoje... Pójdźcie na zakupy.-Zakomendorowała Jocelyn.
-Mamo....
-No co?
-...
-Kevin, pomoże Ci wybrać sukienkę, prawda? - spojrzała na mnie.
-Ja wolałbym.. - spojrzała na mnie surowo - Jasne.
-Nie powinnaś być w pracy?-zapytała Ana, mamy
-Nie.
-.....
-Daje Wam kartę, Ana. Pin, to 1906.
-Od kiedy ty mi dajesz swoją kartę?
-Powinnaś się cieszyć, a nie marudzić
-Ale mamo...
-Na Styks! Weźmiesz tę kartę?
Ana pokiwała głową.
-Czytała pani Percy'ego Jackson'a?
-Tak! - rozpromieniła się - najbardziej lubię Grover'a. A film, to straszne dno. Czytałeś?
Pokiwałem głową.
-Świetnie. A teraz lećcie już.
****
-Ta jest za krótka!
-Nie, Ana jest w sam raz. Pokaże twoje piękne nogi!
Matko, ta dziewczyna była strasznie nieśmiała, jeśli chodziło o ciuchy. Kłóciliśmy się, drąc się na cały sklep.
-Nie!
-Miałem Ci pomóc, Ana.
-Ale ta jest za krótka, znajdź dłuższą
-Jest okay!
-Może dla ciebie
-Eh. Napisz do Lissy.
-Po co?
-Ona oceni.
-Eh... okey
Zrobiła zdjęcie sukienki i wysłała Liss. Po chwili odezwał się telefon Any, sygnalizując nowego sms'a.
Zakładaj!
-Widzisz, przymierz ją
-Oookay
Wzięła sukienkę i poszła do przymierzalni. Czekałem na nią pod przymierzalnią. Po 5 minutach wyszła, wyglądała tak, że aż szczęka mi odpadła
-I?-Zapytała

-Świetnie - wymamrotałem.
-Znów się ślinisz
-Tym razem na prawdę-podeszła do mnie i przetarła mi palcem podbródek
-Żartujesz. Wiem o tym.
-Nieee
-Teraz wezmę jedną dłuższą, a ty idziesz ze mną na koszule.
-Okey
Bałem się, co mi wybierze. Wzięła dwie dłuższe; czarną i czerwoną, a następnie poszliśmy na dział męski.
-Tam są koszule - wskazałem jej drogę.
-Ale TU, są spodnie - wskazała na nie.
Jęknąłem.
-Coś się stało?
-To są rurki.
-Męskie. Będziesz wyglądał seksownie - ostatnie słowo powiedziała tak jakby było zakazane.
-....
Podała mi zielone i brązowe rurki.
-Nie ma za co.
-Wiesz że nie chodzę w rurkach
-To zaczniesz
-Ugh.
-Musisz przy mnie dobrze wyglądać - mrugnęła do mnie, popychając mnie na dział koszulowy. Wybrała mi kilka koszulek i 3 koszule.
-Won mi do przymierzalni.
Pani obsługująca kasę, minęła nas z uśmiechem. Chyba cieszyła się, że już nie krzyczymy.
Poszedłem do przebieralni.
Będę wyglądał jak idiota-mówiłem do siebie w myślach
Kiedy się przebrałem w to co wybrała mi Ana wyszedłem z przebieralni
-Jak?
-Nieźle
-Nieźle? Wyglądam jak idiota
-Nie.
-Nie wcale
-Ta koszula świetnie leży, a rurki? Miazga.
-Taaa
-Pasujesz do mojej sukienki. I - podała mi czarną skórę - Załóż to.
-Nie przesadzasz?
-Nieee, zakładaj
Założyłem kurtkę.
-Jest świetnie.
-Jest beznadziejnie
-Oj marudzisz jak baba
-...
-Przytule cie, jak to kupisz.
-Okey, twój przytulas jest tego wart
Uśmiechnęła się.
****
Po tym jak zapłaciliśmy za zakupy poszliśmy na shake'a, wzięliśmy go i chodziliśmy z shake'm w ręku po centrum handlowym.
-Co z tym przytuleniem?-zapytałem
-Bądź cierpliwy.
-Nie będę
Podszedłem do niej i złapałem za ramiona. Obkręciłem ją, a ona trzymała się mnie, bo wcześniej upuściła torbę.
-Co ty robisz?
-Też cie lubię
-....
Zaśmiałem się.
-Puść mnie głupku!
-Nieee
-Bo zacznę krzyczeć
-Narobisz sobie wstydu.
-Trudno...
-To dawaj!
-Ciszej
-Hahaha. Ana, skarbie wiem, że nie będziesz krzyczeć. Troszkę cie znam. -Stanąłem w miejscu.-Chciałbym poznać bardziej- szepnąłem jej do ucha.

Dean 
Obudziłem się w szpitalnym łóżku, głowę miałem całą owiniętą bandażem i nic z wczorajszego wieczoru nie pamiętałem. Co się działo? Czemu tu jestem? 
Spróbowałem wstać.
-Nie wstajemy-nagle do pokoju weszła pielęgniarka.
-Co ja tu robię?
-Uderzono pana.
-Biłem się z kimś? - zdziwiłem się.
-Nic nie pamiętasz?
-N..nie - to było dziwne - co się stało?
-Ana, uderzyła cie lampą.
-Jaka Ana?
-Twoja była przyjaciółka.
-Była? Coś jej zrobiłem? - czemu nic nie pamiętam?
-Zapytasz ją, gdy przyjdzie.
-Za co mnie uderzyła?
-Nie wiem, ale w twojej krwi był alkohol.
No nie. To pewnie jakaś fajna laska, a ja chciałem ją zgwałcić czy coś.
-Kto mnie przywiózł?
-Mama Any. Pracowała tu kiedyś, była bardzo ... -pielęgniarka rozgadała się, a ja się zamyśliłem. Kim była Ana? Przypomnij coś sobie.
-....
-A tymczasem masz nie wstawać z łóżka
-A jak będę musiał do kibla?
-Nie kibla tylko toalety, to wtedy wzywasz pielęgniarkę
-Dobrze. Mógłbym coś zjeść?
-Jasne. Zaraz Ci przyniosę - wyszła, a ja usiadłem.
Wziąłem telefon do ręki który leżał na stoliku obok łóżka, na tapecie miałem jakąś dziewczynę, ładną dziewczynę. To pewnie Ana. I wtedy coś mi sie przełączyło. To nie była, tylko ładna dziewczyna.

-------------------
Podoba się Wam opowiadanie z perspektywy chłopaków? Chcecie więcej? Ciekawie nam się to pisze :D
Dziękujemy za miłe komentarze które przynoszą nam więcej pomysłów i weny :) Mamy nadzieję, że takich komentarzy będzie jeszcze więcej :* 
Pozdrawiamy i czekamy na komentarze <3

M&A.


niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 3. "Chryste Ana! Co ty zrobiłaś?"

Anastazja

Z salonu fryzjerskiego wyszłyśmy po 21, siedziałyśmy tam tyle, a ja tylko obcięłam se końcówki i przefarbowałam je n a fioletowo. Jocelyn ziewnęła.
-Jeju, jak późno - powiedziała, patrząc na zegarek.
-Wracamy do domu?-zapytałam
-Tak, chodź do auta
Jechałyśmy do domu słuchając Lany Del Rey - Big Eyes. Mamie się jednak szybko znudziło, więc przełączyła na inną stacje. Leciała piosenka Little Mix-Salute.
-Jak myślisz co powie Lissa widząc moje włosy?-zapytałam
-Salute! - zaśmiała się. No nie. Teraz udaje nastolatkę.
-Mamo!-sama zaczęłam się śmiać. Dobra, to jest dziwne. Dojechałyśmy, w jednym kawałku do domu.
-To co zjesz na kolację?-zapytała Jo jak weszła do kuchni
-Nic, idę spać. Dobranoc mamo!
-Dobranoc-krzyknęła za mną.
Gdy się położyłam, nie wiedziałam co będzie mi się śniło. Jednak gdy wstałam cała zlana potem, podziękowałam Bogu ,za moją mamę, która gdy weszłam do kuchni, w wyśmienitym humorze, tańcząc, smażyła naleśniki.
-Hej mamo!-powiedziałam spadając przy stole.
Zjadłam naleśniki, podane mi przez mamę. Zajrzałam do środka naleśnika. Twaróg. W następnym -Dżem. W jeszcze następnym - banan z nutellą. Jezu, uwielbiam ją.
-Ce cery naleniki do koły - powiedziałam z pełnymi ustami.
-Kochanie, chcesz cztery naleśniki do szkoły? - potaknęłam - Z twarogiem? - pokręciłam głową - Z nutellą i banami? - pokiwałam entuzjastycznie głową. -Do tego dam Ci, mleko czekoladowe - uśmiechnęła się.
-Ocham cie amo - powiedziałam znów z pełnymi ustami.
-Ja ciebie też - odpowiedziała.
Po zjedzeniu śniadania, poszłam na górę spakować lekcję bo wczoraj nie miałam sił tego zrobić. Kiedy pakowałam lekcję zobaczyłam torby z wczorajszych zakupów, spojrzałam na ciuchy w które byłam. Dżinsy, sweter i trambki. Podeszła do toreb wzięłam je i poszłam do łazienki. Przebrałam się w sukienkę z kwiatkami i w szpilki, a na sukienkę nałożyłam sweterek, bo w końcu aż tak ciepło nie było, do tego zrobiłam lekki makijaż, wyszłam z łazienki wzięłam torbę i zeszłam na dół po śniadanie.
-Może być?-zapytałam mamy obracając się
-Bosko. Idź już. Czeka na ciebie.
-Kto?
Byłam zdziwiona, bo powiedziała to tak tajemniczo.
-Do zobaczenia - wypchnęła mnie za drzwi.
-Dzięki, mamo - szepnęłam. Poszłam w stronę Land Rover'a.
-Gdzie jest Liss?
-Ciebie też miło zobaczyć, Ana. U mnie wszystko... Ana! To ty? - wsiadłam do samochodu. Kevin patrzył się na mnie, oniemiały.
-Ślinisz się.
Dotknął brody.
-Wcale nie - jęknął - Wyglądasz pięknie, ale te włosy..
-Zamknij się. Chce jechać.
-Tak jest, pani.
Jak on ze mną wytrzymywał? Poprawiłam szpilki, już trochę miałam ich dość. Kiedy jechaliśmy, Kevin co jakiś czas patrzyła na mnie, z niedowierzaniem.
-No co?
-Co cię nakłoniło do tej zmiany?
-Byłam z mamą, w galerii i jakoś tak wyszło.
Nie będę mu opowiadać o Dean'ie.
-Yhm...
Dalej Jechaliśmy w ciszy. Kiedy byliśmy pod szkołą, chciałam wyjść z auta, ale Kevin zablokował drzwi.
-Odblokujesz drzwi?-zapytałam grzecznie
-Może.
-A wiesz co? Śniłeś mi się.
-Naprawdę? - zapytał z uśmiechem.
-Tak, moje alter ego cie zabiło, wcześniej strasznie torturując  - to nie było dalekie od prawdy, Tatya naprawdę go zabiła - Ciebie i brata Lissy.
Westchnął i odblokował drzwi.
-Na twoim miejscu odpuściłabym.
-Czemu? - zapytał.
-Bo jestem w kimś zakochana.
-Serio? W kim?
-W sobie - odpowiedziałam i wyszłam z samochodu. Spotkałam Lissę, która mnie nie poznała.
-Chryste Ana! Coś ty zrobiła?
-Nie podoba ci się?
-Nie, wyglądasz ślicznie, ale czemu mnie przy tym nie było?
-Nie było cie z własnej woli. Miałaś iść z moją mamą i ze mną do galerii. Nie chciałaś - uśmiechnęłam się.
-PATRZCIE JAK SZARA MYSZKA SIĘ UBRAŁA. KEVIN'A CHCE PODERWAĆ. SZMATA. - zagrzmiał głos Brigetty . Już miałam  do niej podejść, gdy zobaczyłam Dean'a który mówi coś do niej, a następnie dał jej w twarz.
-O boże...-powiedziała Lissa
-Idę stąd.
Kevin spojrzał na mnie i na Lissę, a następnie dobiegł do mnie i złapał mnie za rękę, ponieważ już lekko kuśtykałam w szpilkach. Odepchnęłam go, niechcący policzkując go.
-Przepraszam, nie chciałam.
Spojrzał na mnie. I po prostu poszedł za mną. W szkole było pusto, wszyscy byli na zewnątrz.
-Czemu nie lubisz, jak ktoś cie dotyka?
-Trauma z dzieciństwa. Przepraszam za policzek. Obrażam cie, ale nigdy nie chciałam cie uderzyć.
-Nie ma sprawy-Wybałuszyłam oczy.-Przynajmniej się od ciebie odczepią.
-Nie obchodzi mnie co mówią o mnie inni
Spojrzał na mnie spod rzęs. Jego wzrok mówił “naprawdę?“.
-Ana-no nie tylko jego brakowało. Pomyślałam kiedy usłyszałam głos Dean'a
-Chodźmy Kevin - pociągnęłam go za rękę.
Kiedy doszliśmy na drugi koniec szkoły puściłam jego rękę.
-Przepraszam
Kiedy zobaczyłam kogoś za plecami chłopaka kogoś, przesunęłam się o jeden krok w prawo by zobaczyć kto to. No oczywiście nikt inny jak nasz kochany Dean. Potem zrobiłam najgorszą rzecz, jaką mogłam zrobić. Oddaliłam się, trzymając rękę Kevina. Przytuliłam go. Dean odszedł. Kiedy tak się do niego przytulałam, poczułam jego perfumy Calvin Klein - CK in2u, trzeba przyznać, że ładne. Kiedy wąchałam jego perfumy poczułam, że Kevin kładzie rękę na moich biodrach.
-Hola! Gdzie z tymi łapami?
-To ty się do mnie przytuliłaś
-Ale nie kazałam Ci, kłaść mi łap na biodrach! - odepchnęłam go. Tak dopiero teraz.
-Pewnie już nie dasz mi się przytulić, więc chciałem to dobrze zapamiętać - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Jesteś wkurzający
-Dzięki, skarbie.
Wściekłam się na niego, no ale sama sobie jestem winna. Odwróciłam się i poszłam szukać Lissy
-Ana!
Odwróciłam się.
-Jesteśmy...
-Przyjaciółmi? - zapytał z nadzieją.
-Dobrymi kumplami
-To rozumiem - uśmiechnął się - Mogę cie jeszcze raz przytulić?
-Nie.
-Ale..
-Nie.
-Ana!
-Nie.
Obejrzałam się. No tak Dean, ból w oczach, musiał wrócić. Jezu. Złapałam Keva, za rękę. I poszłam przed siebie.
-Będziesz tak uciekać, ciągnąc mnie ze sobą?
-Tak.
-Mi pasuje.
-Wiem, kochany - uśmiechnęłam się słodko. Przystanęłam.
-Dzięki za odprowadzenie.
-Nie ma za co.
Wyciągnęłam do niego ręce.
-Chcesz żebym cie zaniósł?
-Chciałam żebyś mnie przytulił, ale okay.
-O nie, nie, wracaj.
Złapał mnie za dłoń i wziął w ramiona. Wdychałam jego perfumy. Odsunął się.
-Dzięki - szepnął.
Mrugnęłam do niego.
-Ładne perfumy - krzyknęłam za nim.
-Ktoś tu łyknął tabletkę, na pewność siebie?
-Może mama wrzuciła parę do naleśników! - odkrzyknęłam i weszłam do klasy.
****
Siedziałam przed salą od fizyki z Lissą jedząc naleśniki które zrobiła moja mama.
-Ale dobre - zachwalała.
-Są z tabletkami na pewność siebie - powiedział Kevin.
Lissa się popluła.
-On żartuje
Powiedziałam po czym napiłam się mleka czekoladowego Kevin się zaśmiał.
-A co wy tak dzisiaj zgodni jesteście?-zapytała Lissa
-Jesteśmy kumplami - powiedziałam.
-Pomogłem jej uciec od Dean'a - szepnął.
-Uciec?
-Później Ci opowiem.
-Okey
-Lece, mam fotografię - powiedział Kevin i już go nie było.
-Uuuuu-powiedziała od razu Lissa
-Co? -spytałam.
-Ty i Kevin-powiedziała podnosząc i opuszczając brwi
-Nic się nie dzieje. Tylko go przytuliłam.
-Właśnie dałaś się przytulić chłopakowi
-2 razy. To przez twojego brata!
-A co Dean robi takiego?
-Ma się do mnie nie odzywać. Nie chce go widzieć - moje oczy zaszkliły się - zranił mnie, Lisso.
Szybko osuszyłam łzy rękawem sweterka.
-Nie płacz-powiedziała przytulając mnie-Dean to idiota, każdy kto go zna to potwierdzi
-A jednak dalej chcesz, żebym się z nim pogodziła.
-Bo chcę, nie lubię wybierać między rodziną, a przyjaźnią
-Eh. Może później. Nie dziś.
-Racja, dziś masz , za dobry humor
-Taaak
-....
-Czemu dziś po mnie nie przyjechałaś?
-Ładna dziś pogoda, nie?
-Vasyliso- wiedziała, że już nie ma żartów.
-Odwoziłam Dean'a. Nie chciałam żebyście razem jechali ... Więc poprosiłam Kevina, żeby cie podwiózł. I spójrz, nawet go polubiłaś.
-Teraz codziennie będę musiała jeździć z Kevinem?
-Nie lubisz go?
-Ja... Wiesz jak jest. Nie powinnam.
-Jeju, Ana powinnaś. Musisz mieć, choć jednego przyjaciela, albo kogoś więcej
-Nie jestem zwykła.
-Jeju kochanie,ale każdy ma prawo do szczęścia
-Wiem.
-To głowa do góry, cycki do przodu i do boju-powiedziała śmiejąc się
-Mam go poderwać?
-A czemu nie?
-Bo... nie?
-No chociaż spróbuj, w końcu nie jesteś mu obojętna
-Pewnie masz racje.
W tym momencie zadzwonił dzwonek.
-Teraz kartkówka
-Umiesz coś?
-Coś tam tak-powiedziała i śmiejąc się weszłyśmy do klasy.
****
Ostatnią miałam matematykę, pani zaczęła powtarzać gimnazjum, jednomiany. No to chociaż umiałam.
-Zawieść cie do domu?-zapytał Kevin
-Jasne - powiedziałam z uśmiechem - W sumie to muszę iść na miasto, na obiad. Niezbyt chce mi się samej.
-Prosisz mnie, żebym poszedł z tobą na obiad?
-Jeśli pojedziemy, a nie pójdziemy, to tak. A coś nie pasuje?
-Nie, jasne jasne. Idziemy na obiad.
Liss mi się przyglądała. Puściłam jej perskie oczko. Gdy Kevin poszedł do toalety, napisałam szybko do mamy.
Mamo, idę na miasto coś zjeść. Nie czekaj z obiadem :*
Ty nie masz czasem lekcji? .
A ty nie jesteś w pracy? Do kolacji :D 
Odpisałam i schowałam telefon.
Po paru minutach zadzwonił dzwonek.
-Jeny, ale mnie nogi bolą od tych szpilek - powiedziałam do Kev'a.
Spojrzał na mnie. Szybkim ruchem, wziął mnie na ręce. Zaczęłam piszczeć.
-Puść mnie.
Pstryk. Zdjęcie do szkolnej gazetki, zrobione. Tego mi brakowało.
-Nie wierć się.
Próbowałam mu się wyrwać, ale raz prawie upadliśmy. Zaniósł mnie aż do samochodu. Lissa śmiała się, czekając na Dean'a przy swoim samochodzie.
-Głupek - powiedziałam. Tylko się uśmiechnął.
-Chyba nie pójdę z tobą na obiad.
-Zapraszam, na lady - powiedział, otwierając mi drzwi.
-Kierunek, Sushi Bar - powiedziałam, gdy usiadł na miejscu kierowcy.
-Tak jest proszę pani-powiedział z powagą i pojechaliśmy
-Możesz puścić jakąś muzykę?
Skinął głową. Wcisnął pare guziczków, by włączyć radio.
-.. Makes you beautiful... O. Ou. Nanana na na nananana.
-One Direction? Poważnie Ana?
-Moja mama ich słucha. Uważa, że śpiewają wesołe piosenki.
-Już chce ją poznać.-Zbladłam.-Przepraszam, nie chciałem...
-W niedziele, o 14 - wystawiłam mu język i ustawiłam inne radio.
-Serio zapraszasz mnie do siebie?
-Mama pewnie cie polubi. Jak przyprowadziłam Lissę, mało brakowało, a by ją udusiła ze szczęścia.
-Nie lubisz ludzi, prawda? - spytał.
Cholera, cholera, cholera.
-Kiedyś komuś zaufałam. Źle się skończyło. Dlatego jestem tak trudna - przy ostatnim słowie, zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-To ta osoba była idiotą-powiedział i się uśmiechnął
-Pewnie tak.
Nastąpiła cisza. Dobrze mi w jego towarzystwie. Nie nalega. Chyba naprawdę mnie lubi.
-You and I ...
-Kevin - zaśmiałam się. Mimo tego, że ze mną rozmawiał i śpiewał, patrzył na drogę. Czułam się bezpieczna. “-First kiss just like a drug ... BOOM CLAP, the sound of my heart ... BOOM CLAP, you make me feel good. Come to me, come to me now“- zaśpiewaliśmy razem, kończąc śmiechem.
-Już jesteśmy, my lady.
-To chyba trochę za długo jechaliśmy, mój lokaju.
-Poprawie się.
W dobrych humorach, poszliśmy zamówić sushi.
Po tym jak zamówiliśmy usiedliśmy przy jednym ze stolików.
-Szczerze jak by ktoś tydzień temu powiedział mi, że mnie przytulisz i to dwa razy, wyśmiał bym tą osobę
-Jakby mi ktoś powiedział, że będę z tobą rozmawiać - strzeliłabym go w twarz. Podziękuj Lissie.
-Za co?
-Ona mnie namówiła. “No pogadaj z nim. Może okaże się fajny“ itp.
-I co? Jestem fajny? - zabawnie poruszył brwiami.
Zaśmiałam się. Dobrze, że nie siedzimy przy głównym stole, bo by nas wyrzucili. Kelner przyszedł z naszym sushi.
-Ośmiornica, łosoś, ogórek... To wszystko?
-Tylko to lubię, Kevin.
-Ja też - uśmiechnął się - Chyba jestem fajny. I powiedziałaś do mnie po imieniu.
-A wolisz bym mówiła Wood?
-Hood od razu. Zabieram bogatym, daje biednym. Ahoj!
-Robin i piraci. Nie ta bajka, książę.
-Książę?
-W końcu to twoja bajka.
-Moja? No to sądzę, że spotkam piękną piratkę - zaśmiał się.
-Ahoj, majtku - powiedziałam - Dryfuj bukszpryt.
-Bukszprytu się nie dryfuje, kapitanko.
Zaśmiałam się.
-Rób co każe.
Skinął głową ze śmiechem.
-Masz tu wasabi - palcem dotknął mojego policzka.
-Ty masz ośmiornice na spodniach - spojrzał w dół. Wybuchłam śmiechem. Chyba nas stąd zaraz wyrzucą.
-Sprytne. Dobrze, że myślałaś o spodniach - zarumieniłam się.
-Jesteś słodka, kiedy się rumienisz.
Łypnęłam na niego.
-Smacznego - powiedziałam milutko.
-Dziękuje i wzajemnie-powiedział uśmiechając się.
Potem siedzieliśmy w ciszy, po tej całej rozmowie i śmianiu się ludzie dziwnie się na nas gapili, z resztą nie dziwnie się im.
Gdy zjedliśmy, rozpoczęła się kłótnia.
-Ja płace!
-Nie, Ana ja płace.
-Ja płace za swoje, ty za swoje!
-Proszę przestać -podeszła do nas kelnerka. Kevin szybko dał jej swoją kartę.
Spojrzałam na niego, zła.
-Ty za to, stawiasz mi shake'a - mrugnął do mnie.
-Niech będzie. Przejdziemy się tam?
-Jasne
-Miłej randki-powiedziała kelnerka i poszła
-Co? - westchnęłam. Kevin uśmiechnął się przepraszająco. Poszliśmy spacerkiem na shake'a.
-Dzień dobry.
-Kevin zajmij nam miejsce - mrugnęłam do niego - Cześć Ellie -powiedziałam do ekspedientki.
-Ana! Jak ja cie dawno nie widziałam! Nowy nabytek?
-Kolega - zaśmiałyśmy się.
-2 czekoladowe, kochana?
-Dosyp mu pianek - mrugnęłam. Porozmawiałam chwile z Ellie. Po chwili szłam już do stolika. Podałam Kevin'owi shake'a.
-Z niespodzianką.
-Ciekawe jaką-powiedział śmiejąc się
-Zobaczysz - poruszyłam brwiami.
-Znasz tą ekspedientkę?-spytał
-Tak. To moja hmmm kuzynka.
-Kuzynka?
-Tak kuzynka
-Czyli nie zapłacisz za shakeʹi?
-Zapłacę. Podwójnie.
-Yhm...
-Bo przyprowadziłam ciebie.
-To nie powinno być taniej?
-To Ellie.
Skinął głową. Rozmawialiśmy o szkole. W końcu odkrył, że ma pianki w shake'u, które zatykały mu słomkę. Wziął więc łyżkę i je wyjadł (pianki). Gdy podeszłam do kasy, Ellie zapytała Kevin'a :
-Ze szkoły?
-Tak. Siedzimy razem na matematyce.
-Ana, skoro to nie twój chłopak, płacisz potrójnie.
-On zapłacił za sushi. Proszę - podałam jej pieniądze. Ellie to nie imię, Ellie to stan umysłu, którego nie zrozumiesz.
-Miłego dnia, Ano! Pilnuj jej, Kev! - zawołała do nas na koniec El.
-Będę.
-To teraz gdzie?-zapytałam
-Do samochodu..
-Chcesz mnie zgwałcić?
-...odwiozę cie do domu... Chwila..co?
-Nic nic-powiedziałam i poszłam w stronę auta
-Jesteś niemożliwa.
-Wezmę to za komplement
-Służę.
Jak wsiedliśmy do wozu od razu włączyłam radio.
-“Electric light, blow my mind... I dont wanna go to school, I just wanna break the rules“.
-Nie była - powiedział do mnie uspokajająco - Powinnaś zapisać się na muzykę. Przebiłabyś wszystkich śpiewem.
-Przecież nie chodzisz na muzykę.
-Mam obok fotografie. Strasznie śpiewają, a grają jak na pogrzebie.
-Przecież ja też nie umiem śpiewać, śpiewam jak mam głupawkę, no zazwyczaj to śpiewam z mamą.
-Mhm. Ja tylko mówię "blow my mind"zaśmiał się. Po co ja z tym wyjeżdżałam? Ekscytuje mnie?
Odwróciłam głowę do okna gapiąc się na domy, drzewa, ogródki.
Kev zmienił stacje.
-“Dont tell me nothing... With your big eyes, and your big lies“
-Niesamowite .. -szepnął.
-Ale co?
-Idziesz na śpiew, albo cie tam zaciągnę!
-To cie zaciągnę.
-Wood daj spokój
-Nie.
-I tak nie pójdę
-Zobaczymy.
-Czemu taki jesteś?
-Jaki?
-Miły i w ogóle taki inny
-Mam być inny?
-Nie, pytam się czemu jesteś dla mnie taki miły? Dla innych taki nie jesteś
-Innych nie lubię. Są fałszywi.
-A mnie lubisz?- uśmiechnął się, tak jakby zaraz miały spaść prezenty na Boże Narodzenie.
-Tak.
-.....
-Dlatego pójdziesz ze mną na śpiew.
-Nie, wystarczy już, że platkują, że niby cię podrywam
-Pójdę z tobą.
-Nie
-Zaciągnę cie.
-Patrz na drogę- burknęłam.
Wiem, że prawdopodobnie, to zrobi. Po co ja śpiewałam?
-Zła jesteś?
-Może - udałam złą dziewczynkę, która nie dostała zabawki. Tupnęłam nawet nogą.
Kevin zaczął się śmiać.
-Przynajmniej na aktorkę się nie nadaje.
-Jutro też po ciebie przyjechać?
-Jak chcesz
-No jak nie lubisz, ze mną jeździć to nie będę przyjeżdżał
 -Lubie - moje policzki były przynajmniej różowe. Podgłaśniłam muzykę.
-“Judas, judas, judas, Gaga“
Kevin pokręcił tylko głową.
-No co podobno podoba ci się jak śpiewam
Koniec rozmowy na czacie
-Chodzi o to, że najpierw się kłócisz, potem nagle śpiewasz.
-Kevin jest takie coś jak zmiana humoru
-Ty miewasz je często. To dobrze, dla ciebie
-A dla ciebie?
-Niezbyt. Ale połapie się.
Uśmiechnęłam się, zagapiłam się na Kevina, ale oderwałam wzrok kiedy on spojrzał na mnie. Wtedy zorientowałam się, że jesteśmy pod domem, spojrzałam na chłopaka by powiedzieć mu dziękuje, ale za nim zobaczyłam mamę która właśnie otwierała drzwi od domu.
-Dziękuje za... Miłe popołudnie?
-Było miło.
-Do jutra, Kevin.
-Do jutra, Anastazjo.
Wysiadłam z auta i zawołałam mamę która właśnie otworzyła drzwi.
-O już wróciłaś?
-Całego dnia za domem nie spędzę-podeszłam do niej i dałam jej całusa w policzek.-Do jutra, Kevinie.-odwróciłam się do chłopaka.
-Do jutra, Anastazjo
-Kolacje będziemy musiały zamówić - powiedziała mama, wchodząc do domu. Ściągnęłam szpilki. Wydałam jęk.
-Jak dobrze - powiedziałam.
-Przyzwyczaisz się-powiedziała Jo uśmiechając się
-Wątpię. Gdyby Kevin mnie nie zaniósł... Chodziłabym po mieście boso.
-Nosił cię na rękach?
-Tak. Ze szkoły do samochodu. Przez boisko.
Zamówiłyśmy jedzenie i pogrążyłyśmy się w rozmowie o Kevinie i dzisiejszej pracy Jocelyn.
*****
Zmęczona, poszłam się położyć. Mama już dawno spała. Weszłam do pokoju, zapaliłam światło. Podskoczyłam. Na łóżku leżał nie kto inny, jak Dean.
-Co tu robisz?
-Przyszedłem się pogodzić.
-To możesz od razu wyjść
-Ana. No daj spokój - podszedł do mnie.
-Nie podchodź-powiedziałam robiąc krok do tyłu
Zrobiłam unik. Znalazłam się na łóżku. Był na mnie.
-Odejdź!
-Ciszej
-Dean proszę zostaw mnie
-Jesteś taka słodka.
-MAMO!-krzyknęłam tak głośno jak tyko mogłam, ale zapomniałam, że mama ma tak twardy sen, że nic ją nie obudzi.
-Cicho Ana.
Strach mnie sparaliżował, jeszcze chwila i jego usta opadną na moje.
-Mógłbyś zapalić lampkę?
Uśmiechnął się triumfująco. Nie ruszyłam się. Zapalił lampkę i wrócił do mnie.
-Na czym to stanęliśmy?
Uśmiechnęłam się. Jednym ruchem, niczym Tris z Niezgodnej, złapałam kabel od lampki i zamachnęłam się na Dean'a. Lampa uderzyła w głowę Dean'a, roztrzaskując się. Boże, boże co ja zrobiłam?
/-Jesteś taka jak ja/- usłyszałam głos.
-NIEEE.
Łzy spływały mi po policzkach, złapałam telefon i zadzwoniłam do Lissy.
-Proszę odbierz, odbierz-mówiłam do siebie ocierając łzy które spływały mi po policzkach, niestety dziewczyna nie odbierała.
Jezu, Jezu. Kogo mam jeszcze w kontaktach? Mama, Kevin, Lissa... Chwila. Kevin? Zadzwoniłam. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci..
-Halo? - powiedziałam zapłakana.
-Ana? Co się stało? - w jego głosie słychać było niepokój. Ręce mi się trzęsły.
-Kevin. Chyba go zabiłam.

-------------------------
No i mamy 3 rozdział!
Obiecałyśmy akcje? Jest akcja! 
Jak sądzicie, Dean będzie nieżywy? Co będzie z Kevinem? Pomoże jej? Czy dalej będzie tak “słodko“? Piszcie w kom :* I piszcie czy podobają się wam te gify i zdjęcia :) Czekamy Aya i Mads <3 
Ps. Nie zwracajcie nam uwagi na błędy, bo u każdego mogą pojawić się jakieś błędy których nie zauważymy :*

Obserwatorzy