czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 4 "Mam taką nadzieję"

Anastazja
-Kogo chyba zabiłaś?-zapytał trochę zdziwiony Kevin
-Dean'a!
-A skąd u ciebie wziął się Dean?!
-Nie wiem, Kevin.
-Nie płacz. Zaraz będę.
-Dziękuje-powiedziałam i się rozłączyłam. Po jakiś 15 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi, szybko zbiegłam na dół i otworzyłam. Rzuciłam się w ramiona Kevina, zapłakana.
-Cichutko...-szepnął-Co się stało?
-Tam... Na górze... U mnie w pokoju.. Lampa... Ja... - mówiłam niezrozumiale.
-Dobrze... uspokój się, ja pójdę na górę.
-Idę z tobą.
-Ale... no dobrze, choć i się uspokój.
Skinęłam głową, niezdolna co powiedzenia czegoś. Kevin złapał mnie za rękę i powoli poszedł w stronę mojego pokoju
-Na prawo - powiedziałam szeptem.
Kevin skręcił w prawo i poszedł do przodu, ja byłam trochę za nim. Kiedy byliśmy pod pokojem chłopak bez wahania wszedł do pokoju.
-Leży za łóżkiem.
Kevin podszedł do Dean'a.
-Jezu Ana co ty mu zrobiłaś?-zapytał dotykając jego głowy, kiedy podniósł rękę ona była w krwi.
-Ja się tylko broniłam-powiedziałam i się bardziej rozpłakałam
-Jak to broniłaś?
-Dean się do mnie dobierał-powiedziałam ocierając łzy z policzków.
-Skur... Żyje.
-Może powinniśmy wezwać karetkę?
-Nie... sam go zawiozę do szpitala, ale...-nie dokończył bo do pokoju wparowała mama.
-Ana?
Moja mama stała zszokowana. Spojrzała na rękę Kevin'a i na mnie ...
-Mamo.. On mnie  zaatakował. Był tu mamo! Na moim łóżku. Dobierał się do mnie. Nie jestem psychiczna! Nie ma Tanyi! Mamo.. - załkałam. Kevin patrzył, to na mnie, to na moją mamę z szokiem na twarzy.
-Wierzę ci skarbie-powiedziała podchodząc do mnie i mnie przytuliła.
Kevin spoglądałam wszędzie, byle nie na nas. Podeszłam do niego i przytuliłam się do jego piersi.
Nastolatek nie wiedząc co zrobić, położył ręce na moich plecach.
-Zawieziemy go-powiedział chłopak
-Ja go zawiozę - powiedziała moja mama - Zostałbyś z Aną? - zwróciła się do Kevina.
-Jasne.
-Możecie zająć pokój gościnny. Połóżcie się razem - mrugnęła do nas - Już was nie widzę - wygoniła nas z pokoju. Kevin wykonał krótki telefon do swojej mamy, a następnie przyszedł do pokoju. Chodziłam w tę i z powrotem.
-Nie denerwuj się tak, przecież on żyje-powiedział
-Prawie go zabiłam.
-Broniłaś się
-Mogłam... Inaczej.
-Jak?! On się do ciebie dobierał! Nie przeżywaj tego tak
-Postaw się w mojej sytuacji.
-Ana przestań na razie o tym myśleć
-Spróbuje. Coś do picia? Jedzenia?
Pokręcił głową. Zeszłam na dół. Poszukałam w szafkach. Wzięłam czekoladowe poky  (Japoński przysmak, takie paluszki w polewie ) i jakiś sok. Poszłam na górę. Na szczęście nie spotkałam mamy z ... Dean'em. Weszłam do pokoju gościnnego.
-Może jednak zjesz? Będę weselsza - powiedziałam z przekonaniem.
-Jak to ma poprawić ci humor to okey
Podałam mu “paluszki“, i usiadłam obok.
-Naprawdę chcesz ze mną spać w jednym łóżku?-zapytałam
-Mogę na podłodze.
-....
-To zależy czy będzie ci przeszkadzać jak będę spał z tobą?
-Nie.-wybałuszył na mnie oczy.-Ale musisz wiedzieć, że nie jestem normalna. Mogę cie zaatakować w nocy.
Chce dziś z nim “spać“. Bo to może być ostatnia noc z nim w moim życiu. Napewno będzie. Zaśmiałam się. Spojrzał na mnie, a ja się położyłam, a on położył się obok mnie.
-To była ciężka noc.
-Jeszcze się nie skończyła. Chodź tu do mnie.
Przytuliłam się do jego klatki piersiowej.

-Nadal jestem głodna
-To jedz.
-No, ale będę musiała iść na dół, a mi się nie chcę
-Masz poky
Kevin
Ana jadła poky, popijając sokiem. W pewnym momencie zabrałem jej sok.
-Ej co robisz?
-Pije
Przekręciła oczami
-Następnym razem, powiedz, że chcesz, a nie - udała obrażoną.
-Oj nie strzelaj focha
-Idę spać.
-Okey
Położyła się.
Przesunąłem się do niej trochę bliżej położyłem ręce na jej brzuchu i przytuliłem do siebie
-Ej co ty wyrabiasz?
-Przytulam się.
-A pozwolił ktoś?
-Sam sobie pozwoliłem.
-To za dużo se pozwalasz
-Też cie lubię.
-A ja cie nie lubię
-Wtedy spałbym na podłodze.
-To co robisz jeszcze na łóżku?
-Przytulam.
Zaśmiała się
-Dobranoc, Wood.
-Dobranoc, Ana
Odwróciła się ode mnie.
****
Jest po drugiej w nocy, a Ana krzyczy, leżąc obok.
-Nie jestem jak Tanya! Nie jestem..
-Ana - zacząłem nią potrząsać.
-Nie jestem nią, nie jestem Tanyą!
-Ana obudź się
-ANA!
Ana wstała, otwierając szeroko oczy.
-Wszystko okey?-zapytałem
-T..tak.
-Na pewno?-Pokiwała głową.-Krzyczałaś, coś ci się śniło?
-Biegłam przez las - kłamała. Jej oczy wędrowały po całym pokoju. Była przerażona.
-Ana, widać, że kłamiesz
-Myśl co chcesz.
I się położyła.
-....
-Nie chcesz wiedzieć. Miłej nocy. Przepraszam, że cie zbudziłam.
-I tak nie spałem
-Jasne, dobranoc.
Wtuliła się jednak we mnie i po chwili już spała. Ja też . Nie wiem czy z wyczerpania, czy z wrażeń również usnąłem.
*****
Wstałem bardzo późno, około 9.
Ana dalej smacznie spała. Podniosłem się i zobaczyłem, że ktoś dzwoni do Any wziąłem telefon do ręki na wygaszaczu pisało "Liss <3". Nie odebrałem, odłożyłem go na miejsce, spojrzałem  na śpiącą dziewczynę która kiedy spała wyglądała na prawdę słodko, po czym wyszedłem z pokoju. Poszedłem do kuchni. Przy kuchence stała, mama Any. Smażyła naleśniki.
-Dzień dobry, pani...
-Jocelyn, proszę - powiedziała z uśmiechem.
-Dobrze ... Jocelyn. Ana jeszcze śpi.
Pokiwała głową.
-Będę musiała napisać wam usprawiedliwienie z dziś do szkoły
-Dziękuje pan.. Jocelyn.
-....-uśmiechnęła się -Jesteś głodny?
-Jasne. Dużo syropu poproszę.
Chociaż na twarzy miałem uśmiech, wcale nie byłem zbyt szczęśliwy. Kim była Tanya? Ana mi o tym powie? Ona jest taka inna.. Chciałbym ją poznać. Jest inna. Nie lubi mnie bo mam kasę. Właściwie, to ciągle się upiera, że mnie nie lubi. Uśmiechnąłem się. Przytuliła mnie w nocy. Czy mam szansę poznać, tą dziewczynę? Czy, ona ma jakiś sekret?
-Kevin! -mama Any, wyrwała mnie z zamyślenia.
-Słucham?
-Jeszcze syropu?
-Nie dziękuje
-Hej mamo-powiedziała schodząc na dół Ana
-Hej, Ana - powiedziałem.
-Hej-usiadła obok mnie, była zaspana. Ugryzłem naleśnika.
-Ile chcesz naleśników?- zapytała Jocelyn Any.
-Nie chcę-w tym samym momencie zadzwonił telefon domowy, Ana podeszła i odebrała-Halo?....Lissa hej.... Tak wiem, że Dean jest w szpitalu.... Nie ważne.... Dobra Lissa pogadamy później okey?.... Pa-rozłączyła się
-Co będziecie robić dzieciaki? - zapytała Jocelyn.
-Ja muszę spotkać się z Lissą-Powiedziała Ana
-To ja pojade do domu...
-Nie. Ana, spotkacie się w trójke. Lissa jest jeszcze w szkole, więc wy dwoje... Pójdźcie na zakupy.-Zakomendorowała Jocelyn.
-Mamo....
-No co?
-...
-Kevin, pomoże Ci wybrać sukienkę, prawda? - spojrzała na mnie.
-Ja wolałbym.. - spojrzała na mnie surowo - Jasne.
-Nie powinnaś być w pracy?-zapytała Ana, mamy
-Nie.
-.....
-Daje Wam kartę, Ana. Pin, to 1906.
-Od kiedy ty mi dajesz swoją kartę?
-Powinnaś się cieszyć, a nie marudzić
-Ale mamo...
-Na Styks! Weźmiesz tę kartę?
Ana pokiwała głową.
-Czytała pani Percy'ego Jackson'a?
-Tak! - rozpromieniła się - najbardziej lubię Grover'a. A film, to straszne dno. Czytałeś?
Pokiwałem głową.
-Świetnie. A teraz lećcie już.
****
-Ta jest za krótka!
-Nie, Ana jest w sam raz. Pokaże twoje piękne nogi!
Matko, ta dziewczyna była strasznie nieśmiała, jeśli chodziło o ciuchy. Kłóciliśmy się, drąc się na cały sklep.
-Nie!
-Miałem Ci pomóc, Ana.
-Ale ta jest za krótka, znajdź dłuższą
-Jest okay!
-Może dla ciebie
-Eh. Napisz do Lissy.
-Po co?
-Ona oceni.
-Eh... okey
Zrobiła zdjęcie sukienki i wysłała Liss. Po chwili odezwał się telefon Any, sygnalizując nowego sms'a.
Zakładaj!
-Widzisz, przymierz ją
-Oookay
Wzięła sukienkę i poszła do przymierzalni. Czekałem na nią pod przymierzalnią. Po 5 minutach wyszła, wyglądała tak, że aż szczęka mi odpadła
-I?-Zapytała

-Świetnie - wymamrotałem.
-Znów się ślinisz
-Tym razem na prawdę-podeszła do mnie i przetarła mi palcem podbródek
-Żartujesz. Wiem o tym.
-Nieee
-Teraz wezmę jedną dłuższą, a ty idziesz ze mną na koszule.
-Okey
Bałem się, co mi wybierze. Wzięła dwie dłuższe; czarną i czerwoną, a następnie poszliśmy na dział męski.
-Tam są koszule - wskazałem jej drogę.
-Ale TU, są spodnie - wskazała na nie.
Jęknąłem.
-Coś się stało?
-To są rurki.
-Męskie. Będziesz wyglądał seksownie - ostatnie słowo powiedziała tak jakby było zakazane.
-....
Podała mi zielone i brązowe rurki.
-Nie ma za co.
-Wiesz że nie chodzę w rurkach
-To zaczniesz
-Ugh.
-Musisz przy mnie dobrze wyglądać - mrugnęła do mnie, popychając mnie na dział koszulowy. Wybrała mi kilka koszulek i 3 koszule.
-Won mi do przymierzalni.
Pani obsługująca kasę, minęła nas z uśmiechem. Chyba cieszyła się, że już nie krzyczymy.
Poszedłem do przebieralni.
Będę wyglądał jak idiota-mówiłem do siebie w myślach
Kiedy się przebrałem w to co wybrała mi Ana wyszedłem z przebieralni
-Jak?
-Nieźle
-Nieźle? Wyglądam jak idiota
-Nie.
-Nie wcale
-Ta koszula świetnie leży, a rurki? Miazga.
-Taaa
-Pasujesz do mojej sukienki. I - podała mi czarną skórę - Załóż to.
-Nie przesadzasz?
-Nieee, zakładaj
Założyłem kurtkę.
-Jest świetnie.
-Jest beznadziejnie
-Oj marudzisz jak baba
-...
-Przytule cie, jak to kupisz.
-Okey, twój przytulas jest tego wart
Uśmiechnęła się.
****
Po tym jak zapłaciliśmy za zakupy poszliśmy na shake'a, wzięliśmy go i chodziliśmy z shake'm w ręku po centrum handlowym.
-Co z tym przytuleniem?-zapytałem
-Bądź cierpliwy.
-Nie będę
Podszedłem do niej i złapałem za ramiona. Obkręciłem ją, a ona trzymała się mnie, bo wcześniej upuściła torbę.
-Co ty robisz?
-Też cie lubię
-....
Zaśmiałem się.
-Puść mnie głupku!
-Nieee
-Bo zacznę krzyczeć
-Narobisz sobie wstydu.
-Trudno...
-To dawaj!
-Ciszej
-Hahaha. Ana, skarbie wiem, że nie będziesz krzyczeć. Troszkę cie znam. -Stanąłem w miejscu.-Chciałbym poznać bardziej- szepnąłem jej do ucha.

Dean 
Obudziłem się w szpitalnym łóżku, głowę miałem całą owiniętą bandażem i nic z wczorajszego wieczoru nie pamiętałem. Co się działo? Czemu tu jestem? 
Spróbowałem wstać.
-Nie wstajemy-nagle do pokoju weszła pielęgniarka.
-Co ja tu robię?
-Uderzono pana.
-Biłem się z kimś? - zdziwiłem się.
-Nic nie pamiętasz?
-N..nie - to było dziwne - co się stało?
-Ana, uderzyła cie lampą.
-Jaka Ana?
-Twoja była przyjaciółka.
-Była? Coś jej zrobiłem? - czemu nic nie pamiętam?
-Zapytasz ją, gdy przyjdzie.
-Za co mnie uderzyła?
-Nie wiem, ale w twojej krwi był alkohol.
No nie. To pewnie jakaś fajna laska, a ja chciałem ją zgwałcić czy coś.
-Kto mnie przywiózł?
-Mama Any. Pracowała tu kiedyś, była bardzo ... -pielęgniarka rozgadała się, a ja się zamyśliłem. Kim była Ana? Przypomnij coś sobie.
-....
-A tymczasem masz nie wstawać z łóżka
-A jak będę musiał do kibla?
-Nie kibla tylko toalety, to wtedy wzywasz pielęgniarkę
-Dobrze. Mógłbym coś zjeść?
-Jasne. Zaraz Ci przyniosę - wyszła, a ja usiadłem.
Wziąłem telefon do ręki który leżał na stoliku obok łóżka, na tapecie miałem jakąś dziewczynę, ładną dziewczynę. To pewnie Ana. I wtedy coś mi sie przełączyło. To nie była, tylko ładna dziewczyna.

-------------------
Podoba się Wam opowiadanie z perspektywy chłopaków? Chcecie więcej? Ciekawie nam się to pisze :D
Dziękujemy za miłe komentarze które przynoszą nam więcej pomysłów i weny :) Mamy nadzieję, że takich komentarzy będzie jeszcze więcej :* 
Pozdrawiamy i czekamy na komentarze <3

M&A.


5 komentarzy:

  1. Fajnie piszesz :) Bardzo mnie zainteresowało na pewno będę wpadać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przejrzysty, estetyczny blog!

    Mogłabyś poklikać w linki do LUCLUC w ostatnim poście na moim blogu? Bardzo proszę, ponieważ zależy mi na utrzymaniu dalszej współpracy :)

    Mój blog

    POMOŻESZ?-Jeśli tak, to koniecznie napisz mi w komentarzu na moim blogu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super ^°^
    Dean ... Odczep się od Any!!
    Kevin jest taki słodki <3
    Ooooo! Mam pomysł :)
    Niech Ana będzie z Kevinem, a Tatya z Deanem.... Hahaha
    Ale tak na serio to ANA I KEVIN FOREVER :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Interesujące. Postać Kevina jest świetna, strasznie go polubiłam.
    :)
    Rozdział supi napisany *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Regularnie czytam tego bloga i na prawdę mi się bardzo podoba nie mogę doczekać się kolejnych rozdziałów!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy