niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 3. "Chryste Ana! Co ty zrobiłaś?"

Anastazja

Z salonu fryzjerskiego wyszłyśmy po 21, siedziałyśmy tam tyle, a ja tylko obcięłam se końcówki i przefarbowałam je n a fioletowo. Jocelyn ziewnęła.
-Jeju, jak późno - powiedziała, patrząc na zegarek.
-Wracamy do domu?-zapytałam
-Tak, chodź do auta
Jechałyśmy do domu słuchając Lany Del Rey - Big Eyes. Mamie się jednak szybko znudziło, więc przełączyła na inną stacje. Leciała piosenka Little Mix-Salute.
-Jak myślisz co powie Lissa widząc moje włosy?-zapytałam
-Salute! - zaśmiała się. No nie. Teraz udaje nastolatkę.
-Mamo!-sama zaczęłam się śmiać. Dobra, to jest dziwne. Dojechałyśmy, w jednym kawałku do domu.
-To co zjesz na kolację?-zapytała Jo jak weszła do kuchni
-Nic, idę spać. Dobranoc mamo!
-Dobranoc-krzyknęła za mną.
Gdy się położyłam, nie wiedziałam co będzie mi się śniło. Jednak gdy wstałam cała zlana potem, podziękowałam Bogu ,za moją mamę, która gdy weszłam do kuchni, w wyśmienitym humorze, tańcząc, smażyła naleśniki.
-Hej mamo!-powiedziałam spadając przy stole.
Zjadłam naleśniki, podane mi przez mamę. Zajrzałam do środka naleśnika. Twaróg. W następnym -Dżem. W jeszcze następnym - banan z nutellą. Jezu, uwielbiam ją.
-Ce cery naleniki do koły - powiedziałam z pełnymi ustami.
-Kochanie, chcesz cztery naleśniki do szkoły? - potaknęłam - Z twarogiem? - pokręciłam głową - Z nutellą i banami? - pokiwałam entuzjastycznie głową. -Do tego dam Ci, mleko czekoladowe - uśmiechnęła się.
-Ocham cie amo - powiedziałam znów z pełnymi ustami.
-Ja ciebie też - odpowiedziała.
Po zjedzeniu śniadania, poszłam na górę spakować lekcję bo wczoraj nie miałam sił tego zrobić. Kiedy pakowałam lekcję zobaczyłam torby z wczorajszych zakupów, spojrzałam na ciuchy w które byłam. Dżinsy, sweter i trambki. Podeszła do toreb wzięłam je i poszłam do łazienki. Przebrałam się w sukienkę z kwiatkami i w szpilki, a na sukienkę nałożyłam sweterek, bo w końcu aż tak ciepło nie było, do tego zrobiłam lekki makijaż, wyszłam z łazienki wzięłam torbę i zeszłam na dół po śniadanie.
-Może być?-zapytałam mamy obracając się
-Bosko. Idź już. Czeka na ciebie.
-Kto?
Byłam zdziwiona, bo powiedziała to tak tajemniczo.
-Do zobaczenia - wypchnęła mnie za drzwi.
-Dzięki, mamo - szepnęłam. Poszłam w stronę Land Rover'a.
-Gdzie jest Liss?
-Ciebie też miło zobaczyć, Ana. U mnie wszystko... Ana! To ty? - wsiadłam do samochodu. Kevin patrzył się na mnie, oniemiały.
-Ślinisz się.
Dotknął brody.
-Wcale nie - jęknął - Wyglądasz pięknie, ale te włosy..
-Zamknij się. Chce jechać.
-Tak jest, pani.
Jak on ze mną wytrzymywał? Poprawiłam szpilki, już trochę miałam ich dość. Kiedy jechaliśmy, Kevin co jakiś czas patrzyła na mnie, z niedowierzaniem.
-No co?
-Co cię nakłoniło do tej zmiany?
-Byłam z mamą, w galerii i jakoś tak wyszło.
Nie będę mu opowiadać o Dean'ie.
-Yhm...
Dalej Jechaliśmy w ciszy. Kiedy byliśmy pod szkołą, chciałam wyjść z auta, ale Kevin zablokował drzwi.
-Odblokujesz drzwi?-zapytałam grzecznie
-Może.
-A wiesz co? Śniłeś mi się.
-Naprawdę? - zapytał z uśmiechem.
-Tak, moje alter ego cie zabiło, wcześniej strasznie torturując  - to nie było dalekie od prawdy, Tatya naprawdę go zabiła - Ciebie i brata Lissy.
Westchnął i odblokował drzwi.
-Na twoim miejscu odpuściłabym.
-Czemu? - zapytał.
-Bo jestem w kimś zakochana.
-Serio? W kim?
-W sobie - odpowiedziałam i wyszłam z samochodu. Spotkałam Lissę, która mnie nie poznała.
-Chryste Ana! Coś ty zrobiła?
-Nie podoba ci się?
-Nie, wyglądasz ślicznie, ale czemu mnie przy tym nie było?
-Nie było cie z własnej woli. Miałaś iść z moją mamą i ze mną do galerii. Nie chciałaś - uśmiechnęłam się.
-PATRZCIE JAK SZARA MYSZKA SIĘ UBRAŁA. KEVIN'A CHCE PODERWAĆ. SZMATA. - zagrzmiał głos Brigetty . Już miałam  do niej podejść, gdy zobaczyłam Dean'a który mówi coś do niej, a następnie dał jej w twarz.
-O boże...-powiedziała Lissa
-Idę stąd.
Kevin spojrzał na mnie i na Lissę, a następnie dobiegł do mnie i złapał mnie za rękę, ponieważ już lekko kuśtykałam w szpilkach. Odepchnęłam go, niechcący policzkując go.
-Przepraszam, nie chciałam.
Spojrzał na mnie. I po prostu poszedł za mną. W szkole było pusto, wszyscy byli na zewnątrz.
-Czemu nie lubisz, jak ktoś cie dotyka?
-Trauma z dzieciństwa. Przepraszam za policzek. Obrażam cie, ale nigdy nie chciałam cie uderzyć.
-Nie ma sprawy-Wybałuszyłam oczy.-Przynajmniej się od ciebie odczepią.
-Nie obchodzi mnie co mówią o mnie inni
Spojrzał na mnie spod rzęs. Jego wzrok mówił “naprawdę?“.
-Ana-no nie tylko jego brakowało. Pomyślałam kiedy usłyszałam głos Dean'a
-Chodźmy Kevin - pociągnęłam go za rękę.
Kiedy doszliśmy na drugi koniec szkoły puściłam jego rękę.
-Przepraszam
Kiedy zobaczyłam kogoś za plecami chłopaka kogoś, przesunęłam się o jeden krok w prawo by zobaczyć kto to. No oczywiście nikt inny jak nasz kochany Dean. Potem zrobiłam najgorszą rzecz, jaką mogłam zrobić. Oddaliłam się, trzymając rękę Kevina. Przytuliłam go. Dean odszedł. Kiedy tak się do niego przytulałam, poczułam jego perfumy Calvin Klein - CK in2u, trzeba przyznać, że ładne. Kiedy wąchałam jego perfumy poczułam, że Kevin kładzie rękę na moich biodrach.
-Hola! Gdzie z tymi łapami?
-To ty się do mnie przytuliłaś
-Ale nie kazałam Ci, kłaść mi łap na biodrach! - odepchnęłam go. Tak dopiero teraz.
-Pewnie już nie dasz mi się przytulić, więc chciałem to dobrze zapamiętać - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Jesteś wkurzający
-Dzięki, skarbie.
Wściekłam się na niego, no ale sama sobie jestem winna. Odwróciłam się i poszłam szukać Lissy
-Ana!
Odwróciłam się.
-Jesteśmy...
-Przyjaciółmi? - zapytał z nadzieją.
-Dobrymi kumplami
-To rozumiem - uśmiechnął się - Mogę cie jeszcze raz przytulić?
-Nie.
-Ale..
-Nie.
-Ana!
-Nie.
Obejrzałam się. No tak Dean, ból w oczach, musiał wrócić. Jezu. Złapałam Keva, za rękę. I poszłam przed siebie.
-Będziesz tak uciekać, ciągnąc mnie ze sobą?
-Tak.
-Mi pasuje.
-Wiem, kochany - uśmiechnęłam się słodko. Przystanęłam.
-Dzięki za odprowadzenie.
-Nie ma za co.
Wyciągnęłam do niego ręce.
-Chcesz żebym cie zaniósł?
-Chciałam żebyś mnie przytulił, ale okay.
-O nie, nie, wracaj.
Złapał mnie za dłoń i wziął w ramiona. Wdychałam jego perfumy. Odsunął się.
-Dzięki - szepnął.
Mrugnęłam do niego.
-Ładne perfumy - krzyknęłam za nim.
-Ktoś tu łyknął tabletkę, na pewność siebie?
-Może mama wrzuciła parę do naleśników! - odkrzyknęłam i weszłam do klasy.
****
Siedziałam przed salą od fizyki z Lissą jedząc naleśniki które zrobiła moja mama.
-Ale dobre - zachwalała.
-Są z tabletkami na pewność siebie - powiedział Kevin.
Lissa się popluła.
-On żartuje
Powiedziałam po czym napiłam się mleka czekoladowego Kevin się zaśmiał.
-A co wy tak dzisiaj zgodni jesteście?-zapytała Lissa
-Jesteśmy kumplami - powiedziałam.
-Pomogłem jej uciec od Dean'a - szepnął.
-Uciec?
-Później Ci opowiem.
-Okey
-Lece, mam fotografię - powiedział Kevin i już go nie było.
-Uuuuu-powiedziała od razu Lissa
-Co? -spytałam.
-Ty i Kevin-powiedziała podnosząc i opuszczając brwi
-Nic się nie dzieje. Tylko go przytuliłam.
-Właśnie dałaś się przytulić chłopakowi
-2 razy. To przez twojego brata!
-A co Dean robi takiego?
-Ma się do mnie nie odzywać. Nie chce go widzieć - moje oczy zaszkliły się - zranił mnie, Lisso.
Szybko osuszyłam łzy rękawem sweterka.
-Nie płacz-powiedziała przytulając mnie-Dean to idiota, każdy kto go zna to potwierdzi
-A jednak dalej chcesz, żebym się z nim pogodziła.
-Bo chcę, nie lubię wybierać między rodziną, a przyjaźnią
-Eh. Może później. Nie dziś.
-Racja, dziś masz , za dobry humor
-Taaak
-....
-Czemu dziś po mnie nie przyjechałaś?
-Ładna dziś pogoda, nie?
-Vasyliso- wiedziała, że już nie ma żartów.
-Odwoziłam Dean'a. Nie chciałam żebyście razem jechali ... Więc poprosiłam Kevina, żeby cie podwiózł. I spójrz, nawet go polubiłaś.
-Teraz codziennie będę musiała jeździć z Kevinem?
-Nie lubisz go?
-Ja... Wiesz jak jest. Nie powinnam.
-Jeju, Ana powinnaś. Musisz mieć, choć jednego przyjaciela, albo kogoś więcej
-Nie jestem zwykła.
-Jeju kochanie,ale każdy ma prawo do szczęścia
-Wiem.
-To głowa do góry, cycki do przodu i do boju-powiedziała śmiejąc się
-Mam go poderwać?
-A czemu nie?
-Bo... nie?
-No chociaż spróbuj, w końcu nie jesteś mu obojętna
-Pewnie masz racje.
W tym momencie zadzwonił dzwonek.
-Teraz kartkówka
-Umiesz coś?
-Coś tam tak-powiedziała i śmiejąc się weszłyśmy do klasy.
****
Ostatnią miałam matematykę, pani zaczęła powtarzać gimnazjum, jednomiany. No to chociaż umiałam.
-Zawieść cie do domu?-zapytał Kevin
-Jasne - powiedziałam z uśmiechem - W sumie to muszę iść na miasto, na obiad. Niezbyt chce mi się samej.
-Prosisz mnie, żebym poszedł z tobą na obiad?
-Jeśli pojedziemy, a nie pójdziemy, to tak. A coś nie pasuje?
-Nie, jasne jasne. Idziemy na obiad.
Liss mi się przyglądała. Puściłam jej perskie oczko. Gdy Kevin poszedł do toalety, napisałam szybko do mamy.
Mamo, idę na miasto coś zjeść. Nie czekaj z obiadem :*
Ty nie masz czasem lekcji? .
A ty nie jesteś w pracy? Do kolacji :D 
Odpisałam i schowałam telefon.
Po paru minutach zadzwonił dzwonek.
-Jeny, ale mnie nogi bolą od tych szpilek - powiedziałam do Kev'a.
Spojrzał na mnie. Szybkim ruchem, wziął mnie na ręce. Zaczęłam piszczeć.
-Puść mnie.
Pstryk. Zdjęcie do szkolnej gazetki, zrobione. Tego mi brakowało.
-Nie wierć się.
Próbowałam mu się wyrwać, ale raz prawie upadliśmy. Zaniósł mnie aż do samochodu. Lissa śmiała się, czekając na Dean'a przy swoim samochodzie.
-Głupek - powiedziałam. Tylko się uśmiechnął.
-Chyba nie pójdę z tobą na obiad.
-Zapraszam, na lady - powiedział, otwierając mi drzwi.
-Kierunek, Sushi Bar - powiedziałam, gdy usiadł na miejscu kierowcy.
-Tak jest proszę pani-powiedział z powagą i pojechaliśmy
-Możesz puścić jakąś muzykę?
Skinął głową. Wcisnął pare guziczków, by włączyć radio.
-.. Makes you beautiful... O. Ou. Nanana na na nananana.
-One Direction? Poważnie Ana?
-Moja mama ich słucha. Uważa, że śpiewają wesołe piosenki.
-Już chce ją poznać.-Zbladłam.-Przepraszam, nie chciałem...
-W niedziele, o 14 - wystawiłam mu język i ustawiłam inne radio.
-Serio zapraszasz mnie do siebie?
-Mama pewnie cie polubi. Jak przyprowadziłam Lissę, mało brakowało, a by ją udusiła ze szczęścia.
-Nie lubisz ludzi, prawda? - spytał.
Cholera, cholera, cholera.
-Kiedyś komuś zaufałam. Źle się skończyło. Dlatego jestem tak trudna - przy ostatnim słowie, zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-To ta osoba była idiotą-powiedział i się uśmiechnął
-Pewnie tak.
Nastąpiła cisza. Dobrze mi w jego towarzystwie. Nie nalega. Chyba naprawdę mnie lubi.
-You and I ...
-Kevin - zaśmiałam się. Mimo tego, że ze mną rozmawiał i śpiewał, patrzył na drogę. Czułam się bezpieczna. “-First kiss just like a drug ... BOOM CLAP, the sound of my heart ... BOOM CLAP, you make me feel good. Come to me, come to me now“- zaśpiewaliśmy razem, kończąc śmiechem.
-Już jesteśmy, my lady.
-To chyba trochę za długo jechaliśmy, mój lokaju.
-Poprawie się.
W dobrych humorach, poszliśmy zamówić sushi.
Po tym jak zamówiliśmy usiedliśmy przy jednym ze stolików.
-Szczerze jak by ktoś tydzień temu powiedział mi, że mnie przytulisz i to dwa razy, wyśmiał bym tą osobę
-Jakby mi ktoś powiedział, że będę z tobą rozmawiać - strzeliłabym go w twarz. Podziękuj Lissie.
-Za co?
-Ona mnie namówiła. “No pogadaj z nim. Może okaże się fajny“ itp.
-I co? Jestem fajny? - zabawnie poruszył brwiami.
Zaśmiałam się. Dobrze, że nie siedzimy przy głównym stole, bo by nas wyrzucili. Kelner przyszedł z naszym sushi.
-Ośmiornica, łosoś, ogórek... To wszystko?
-Tylko to lubię, Kevin.
-Ja też - uśmiechnął się - Chyba jestem fajny. I powiedziałaś do mnie po imieniu.
-A wolisz bym mówiła Wood?
-Hood od razu. Zabieram bogatym, daje biednym. Ahoj!
-Robin i piraci. Nie ta bajka, książę.
-Książę?
-W końcu to twoja bajka.
-Moja? No to sądzę, że spotkam piękną piratkę - zaśmiał się.
-Ahoj, majtku - powiedziałam - Dryfuj bukszpryt.
-Bukszprytu się nie dryfuje, kapitanko.
Zaśmiałam się.
-Rób co każe.
Skinął głową ze śmiechem.
-Masz tu wasabi - palcem dotknął mojego policzka.
-Ty masz ośmiornice na spodniach - spojrzał w dół. Wybuchłam śmiechem. Chyba nas stąd zaraz wyrzucą.
-Sprytne. Dobrze, że myślałaś o spodniach - zarumieniłam się.
-Jesteś słodka, kiedy się rumienisz.
Łypnęłam na niego.
-Smacznego - powiedziałam milutko.
-Dziękuje i wzajemnie-powiedział uśmiechając się.
Potem siedzieliśmy w ciszy, po tej całej rozmowie i śmianiu się ludzie dziwnie się na nas gapili, z resztą nie dziwnie się im.
Gdy zjedliśmy, rozpoczęła się kłótnia.
-Ja płace!
-Nie, Ana ja płace.
-Ja płace za swoje, ty za swoje!
-Proszę przestać -podeszła do nas kelnerka. Kevin szybko dał jej swoją kartę.
Spojrzałam na niego, zła.
-Ty za to, stawiasz mi shake'a - mrugnął do mnie.
-Niech będzie. Przejdziemy się tam?
-Jasne
-Miłej randki-powiedziała kelnerka i poszła
-Co? - westchnęłam. Kevin uśmiechnął się przepraszająco. Poszliśmy spacerkiem na shake'a.
-Dzień dobry.
-Kevin zajmij nam miejsce - mrugnęłam do niego - Cześć Ellie -powiedziałam do ekspedientki.
-Ana! Jak ja cie dawno nie widziałam! Nowy nabytek?
-Kolega - zaśmiałyśmy się.
-2 czekoladowe, kochana?
-Dosyp mu pianek - mrugnęłam. Porozmawiałam chwile z Ellie. Po chwili szłam już do stolika. Podałam Kevin'owi shake'a.
-Z niespodzianką.
-Ciekawe jaką-powiedział śmiejąc się
-Zobaczysz - poruszyłam brwiami.
-Znasz tą ekspedientkę?-spytał
-Tak. To moja hmmm kuzynka.
-Kuzynka?
-Tak kuzynka
-Czyli nie zapłacisz za shakeʹi?
-Zapłacę. Podwójnie.
-Yhm...
-Bo przyprowadziłam ciebie.
-To nie powinno być taniej?
-To Ellie.
Skinął głową. Rozmawialiśmy o szkole. W końcu odkrył, że ma pianki w shake'u, które zatykały mu słomkę. Wziął więc łyżkę i je wyjadł (pianki). Gdy podeszłam do kasy, Ellie zapytała Kevin'a :
-Ze szkoły?
-Tak. Siedzimy razem na matematyce.
-Ana, skoro to nie twój chłopak, płacisz potrójnie.
-On zapłacił za sushi. Proszę - podałam jej pieniądze. Ellie to nie imię, Ellie to stan umysłu, którego nie zrozumiesz.
-Miłego dnia, Ano! Pilnuj jej, Kev! - zawołała do nas na koniec El.
-Będę.
-To teraz gdzie?-zapytałam
-Do samochodu..
-Chcesz mnie zgwałcić?
-...odwiozę cie do domu... Chwila..co?
-Nic nic-powiedziałam i poszłam w stronę auta
-Jesteś niemożliwa.
-Wezmę to za komplement
-Służę.
Jak wsiedliśmy do wozu od razu włączyłam radio.
-“Electric light, blow my mind... I dont wanna go to school, I just wanna break the rules“.
-Nie była - powiedział do mnie uspokajająco - Powinnaś zapisać się na muzykę. Przebiłabyś wszystkich śpiewem.
-Przecież nie chodzisz na muzykę.
-Mam obok fotografie. Strasznie śpiewają, a grają jak na pogrzebie.
-Przecież ja też nie umiem śpiewać, śpiewam jak mam głupawkę, no zazwyczaj to śpiewam z mamą.
-Mhm. Ja tylko mówię "blow my mind"zaśmiał się. Po co ja z tym wyjeżdżałam? Ekscytuje mnie?
Odwróciłam głowę do okna gapiąc się na domy, drzewa, ogródki.
Kev zmienił stacje.
-“Dont tell me nothing... With your big eyes, and your big lies“
-Niesamowite .. -szepnął.
-Ale co?
-Idziesz na śpiew, albo cie tam zaciągnę!
-To cie zaciągnę.
-Wood daj spokój
-Nie.
-I tak nie pójdę
-Zobaczymy.
-Czemu taki jesteś?
-Jaki?
-Miły i w ogóle taki inny
-Mam być inny?
-Nie, pytam się czemu jesteś dla mnie taki miły? Dla innych taki nie jesteś
-Innych nie lubię. Są fałszywi.
-A mnie lubisz?- uśmiechnął się, tak jakby zaraz miały spaść prezenty na Boże Narodzenie.
-Tak.
-.....
-Dlatego pójdziesz ze mną na śpiew.
-Nie, wystarczy już, że platkują, że niby cię podrywam
-Pójdę z tobą.
-Nie
-Zaciągnę cie.
-Patrz na drogę- burknęłam.
Wiem, że prawdopodobnie, to zrobi. Po co ja śpiewałam?
-Zła jesteś?
-Może - udałam złą dziewczynkę, która nie dostała zabawki. Tupnęłam nawet nogą.
Kevin zaczął się śmiać.
-Przynajmniej na aktorkę się nie nadaje.
-Jutro też po ciebie przyjechać?
-Jak chcesz
-No jak nie lubisz, ze mną jeździć to nie będę przyjeżdżał
 -Lubie - moje policzki były przynajmniej różowe. Podgłaśniłam muzykę.
-“Judas, judas, judas, Gaga“
Kevin pokręcił tylko głową.
-No co podobno podoba ci się jak śpiewam
Koniec rozmowy na czacie
-Chodzi o to, że najpierw się kłócisz, potem nagle śpiewasz.
-Kevin jest takie coś jak zmiana humoru
-Ty miewasz je często. To dobrze, dla ciebie
-A dla ciebie?
-Niezbyt. Ale połapie się.
Uśmiechnęłam się, zagapiłam się na Kevina, ale oderwałam wzrok kiedy on spojrzał na mnie. Wtedy zorientowałam się, że jesteśmy pod domem, spojrzałam na chłopaka by powiedzieć mu dziękuje, ale za nim zobaczyłam mamę która właśnie otwierała drzwi od domu.
-Dziękuje za... Miłe popołudnie?
-Było miło.
-Do jutra, Kevin.
-Do jutra, Anastazjo.
Wysiadłam z auta i zawołałam mamę która właśnie otworzyła drzwi.
-O już wróciłaś?
-Całego dnia za domem nie spędzę-podeszłam do niej i dałam jej całusa w policzek.-Do jutra, Kevinie.-odwróciłam się do chłopaka.
-Do jutra, Anastazjo
-Kolacje będziemy musiały zamówić - powiedziała mama, wchodząc do domu. Ściągnęłam szpilki. Wydałam jęk.
-Jak dobrze - powiedziałam.
-Przyzwyczaisz się-powiedziała Jo uśmiechając się
-Wątpię. Gdyby Kevin mnie nie zaniósł... Chodziłabym po mieście boso.
-Nosił cię na rękach?
-Tak. Ze szkoły do samochodu. Przez boisko.
Zamówiłyśmy jedzenie i pogrążyłyśmy się w rozmowie o Kevinie i dzisiejszej pracy Jocelyn.
*****
Zmęczona, poszłam się położyć. Mama już dawno spała. Weszłam do pokoju, zapaliłam światło. Podskoczyłam. Na łóżku leżał nie kto inny, jak Dean.
-Co tu robisz?
-Przyszedłem się pogodzić.
-To możesz od razu wyjść
-Ana. No daj spokój - podszedł do mnie.
-Nie podchodź-powiedziałam robiąc krok do tyłu
Zrobiłam unik. Znalazłam się na łóżku. Był na mnie.
-Odejdź!
-Ciszej
-Dean proszę zostaw mnie
-Jesteś taka słodka.
-MAMO!-krzyknęłam tak głośno jak tyko mogłam, ale zapomniałam, że mama ma tak twardy sen, że nic ją nie obudzi.
-Cicho Ana.
Strach mnie sparaliżował, jeszcze chwila i jego usta opadną na moje.
-Mógłbyś zapalić lampkę?
Uśmiechnął się triumfująco. Nie ruszyłam się. Zapalił lampkę i wrócił do mnie.
-Na czym to stanęliśmy?
Uśmiechnęłam się. Jednym ruchem, niczym Tris z Niezgodnej, złapałam kabel od lampki i zamachnęłam się na Dean'a. Lampa uderzyła w głowę Dean'a, roztrzaskując się. Boże, boże co ja zrobiłam?
/-Jesteś taka jak ja/- usłyszałam głos.
-NIEEE.
Łzy spływały mi po policzkach, złapałam telefon i zadzwoniłam do Lissy.
-Proszę odbierz, odbierz-mówiłam do siebie ocierając łzy które spływały mi po policzkach, niestety dziewczyna nie odbierała.
Jezu, Jezu. Kogo mam jeszcze w kontaktach? Mama, Kevin, Lissa... Chwila. Kevin? Zadzwoniłam. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci..
-Halo? - powiedziałam zapłakana.
-Ana? Co się stało? - w jego głosie słychać było niepokój. Ręce mi się trzęsły.
-Kevin. Chyba go zabiłam.

-------------------------
No i mamy 3 rozdział!
Obiecałyśmy akcje? Jest akcja! 
Jak sądzicie, Dean będzie nieżywy? Co będzie z Kevinem? Pomoże jej? Czy dalej będzie tak “słodko“? Piszcie w kom :* I piszcie czy podobają się wam te gify i zdjęcia :) Czekamy Aya i Mads <3 
Ps. Nie zwracajcie nam uwagi na błędy, bo u każdego mogą pojawić się jakieś błędy których nie zauważymy :*

3 komentarze:

  1. Czekajcie co? Rozwaliło mi system, jestem pod dużym wrażeniem. Dzisiaj trafiacie na listę polecanych :) mam nadzieję, że go nie zabiła, fajny był! Albo jest :) Nie wiem co napisać... Chyba powinnam już skończyć, ale jakoś tak dziwnie czuję się kończąc. Powinnam jeszcze coś napisać, tylko co xD
    oo! Już wiem! Gdybyście miały problem z pisaniem krwawych scen zawsze pomogę, to samo z 18+, jakbyście potrzebowały wizji osoby z zaburzeniami też jestem otwarta. Ogólnie zawsze pomogę :)
    Na podsumowanie: blog zajeisty, historia na pięć, a nawet sześć :) zakochałam się się :'D

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, tak jak nie czytam blogów z opowiadaniami, tak tu chyba zostanę. Zaczęłam od tego rozdziału i już wiem, że muszę nadrobić resztę.
    Co do błędów to tylko czasem zdarzają się powtórzenia, ale ogólnie ładnie jest c:
    Oby tak dalej!
    Blog(klik)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam wasz/twój blog :* To jest mój ulubiony blog :) Nie moge się doczekać 4 rozdziału , jestem pod wielkim wrażeniem :) Co do tych gifów i zdjęć to bardzo dobry pomysł :] życzę weny twórczej ;] Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy