wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 1 “Toleruj moje chore ja“

Anastazja
Jak zwykle wstałam rano z poczuciem swojej beznadziejności. Poszłam do łazienki, chciałam wziąć szybki prysznic, ale jak zwykle zaczęłam rozmyślać jak będzie wyglądał ten dzień. Pewnie nudno, jak zwykle w szkole. Wood pewnie dostał nowy samochód, Lissa będzie pilnować mnie i mojego ja, a nauczyciele będą uciążliwi. Zapytacie pewnie czemu mówię tylko o tych dwóch osobach. Tylko je znam. Lissa, to moja najlepsza przyjaciółka, a Wood siedzi ze mną na matmie, bo sobie nie radzę. Zeszłam na dół, mama jak zwykle robiła śniadanie w kuchni, podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Myślałam, że jeszcze śpisz-powiedziała
-Muszę być w szkole za niecałą godzinę, Jocelyn.
-Mówiłam Ci już, nie mów do mnie po imieniu. Jestem twoją matką.
-Cokolwiek.
-Nie traktuj mnie tak.
-Czyli jak?
-Jakbym była nikim! Więcej mówisz Lissie niż mi.
-Nic o mnie nie wiesz.
-Jestem twoją matką, dużo wiem.
-Nie przypominaj mi. Tak jestem powalona. Wiem. Masz mnie dość. Mam swojego prywatnego demona i jestem chora.
-Nigdy nic takiego nie powiedziałam
-Może nie mówiłaś, ale pewnie myślałaś
-Nigdy tak o tobie nie pomyślałam.
-Pomyślałaś i to pewnie więcej niż jeden raz czy dwa razy
-Mam tego dość, Anastazja! Jesteś moją córką. A teraz nie dyskutuj, jedz.
-Nieważne.
Poranna kłótnia z mamą. Uwielbiam - czujecie ten sarkazm. Wiem, zachowuje się wobec niej sukowato, ale wiem, że mam racje. No, przynajmniej ja o sobie tak myślę.
Skubnęłam trochę naleśnika.
-Uwielbiasz naleśniki, Ana.
-Tak. Lubię.
-Pójdziesz ze mną na zakupy? Przydałyby Ci się nowe ciuchy.
-Mamo, wydaje mi się, że będziesz musiała mnie zaakceptować. Mnie i Tanyę. Jestem umysłowo chora.
-Nadal jesteś moją córką.
-Taa...
-Wiesz, że zawsze możesz mi wszystko powiedzieć?
-Jasne, Jocelyn-zaśmiała się krótko-Wiesz, - zaczęłam - Cieszę się, że wiem, że jestem schizofreniczką. Bo wiesz, inni się do tego nie przyznają, ale ja chce to wiedzieć. Zawsze mi to przypominaj.
-Dobrze. Pamiętasz co powiedział doktor? - czyli psychiatra - że jesteś wyjątkowa. Mało jest osób które, to wiedzą i się przyznają.
-Tak, mam czubka w głowie który mną kontroluje. A przynajmniej tak mi się wydaje. Czuję się jak w “Intruzie“.
-Kocham Cie. Leć do szkoły, Lissa czeka. Uścisnęłam ją, wzięłam trochę drobnych na lunch i wybiegłam z domu. Przed domem czekała Lissa w swoim czarnym Ferarii, wsiadłam do auta.
-Hej Ana jak się czujesz?
-Nie nawidzę tego pytania.
-No tak, przepraszam
-Nie masz za co. Pójdziesz ze mną i z moją mamą na zakupy?
-Twoja mama wolałaby chyba, żebyście same poszły
-Ale ja wolę iść z tobą
-Ana, pójdź z mamą. Ucieszy się. Spędzicie miło czasu.
-Okey
-Jakie mamy lekcje?
-Pierwszą historię, potem fizykę, biologie, plastykę, matematykę i wf
-Czyli dzisiaj siedzisz z Wood'em
-Niestety
-Lubisz go - powiedziała śmiejąc się.
-Nie...
-Wiem to
-Nie lubię go
-Mówisz tak, bo go lubisz. Mniejsza. Słabo wyglądasz.
-Jak zawsze
-Nie. Jakoś tak inaczej.
-...?
-Nic nie jadłaś, prawda?
-Jadłam
-Co?
-Naleśnika..
-W schowku masz batona energetyzującego.
-Nie chce.
-Nic mnie to nie obchodzi
-Lissa nie jestem głodna
-Masz to zjeść
-Nie..
-NIE obchodzi mnie to. Smacznego.
-Nie zjem tego
-To nie będę się do Ciebie odzywać. I wywalę Cie z auta.
-Nie przesadzaj
-Wiesz, że mogę to zrobić.
Wiem. Matka musi zaakceptować mnie, a ja Lisse i jej upartą naturę.
-Okay.
-Wreszcie
Potaknełam głową, wyciągając batona. Na prawdę nie jestem głodna, ale Lissa nie dość, że będzie wściekła to jeszcze wywali mnie z auta, jak nie zjem tego głupiego batona.
Ona jest zdolna do wszystkiego. Jak ja. To porąbana przyjaźń.
****
Właśnie siedzę na plastyce, pani kazała nam namalować co czujemy.
“Co narysujesz?“- usłyszałam Tanyę.
Miałam talent do malowania, i zawsze wiedziałam co namaluję nim pani zaczęła nam doradzać, ale w tym przypadku nie miałam zielonego pojęcia co namalować. Siedziałam tak przed tą biała kartką, od bloku technicznego i rozmyślałam.
-Anastazjo, ty nie rysujesz?
-Nie wiem co
-A jak się dziś czujesz?
-Jak co dzień.
-Może narysuj las?
-Las?
-Dobry pomysł, dziękuje
-Proszę
Zaczęłam malować. Efekt końcowy był taki, że namalowałam labirynt w lesie. Wszystko w smutnych barwach. Kiedy zadzwonił dzwonek pani kazała podpisać rysunki i położyć je na swoim biurku.
-Ładnie Ci wyszło.
-Dziękuje
Nauczycielka uśmiechnęła się do mnie, po czym wyszłam z klasy.
Teraz lunch, a później matematyka. Nigdzie nie mogę znaleźć Liss.
Poszłam przed szkołę, zobaczyłam, że Lissa gada z jakimś chłopakiem.  No nie to Wood. Podeszłam do nich.
-Wystawiłaś mnie - powiedziałam oskarżycielsko do Liss.
-Hej, Ana -odezwał się Wood.
-Witaj Kevin
-Nie wystawiłam tylko się zagadałam
-Taaaa.
-A gdzie idziecie?-zapytał Wood
-Na wf chyba, tak Ana? - znowu temat schodzi na mnie.
-Nie, na matematykę
-A no tak!
-Siedzisz ze mną, czy mnie wystawisz? - spytał Kevin.
-Jestem na Ciebie skazana, Wood
-Po nazwisku to po pysku
-Wyszczekany jesteś. Nauczyła Cie tego, twoja banda?
-A ty zadziorna.
-Bywa. -Idziemy? - zapytałam poirytowana. Nie lubię ludzi. Nie chce z nim gadać.
-Jasne
-Nie Ciebie pytałam, Wood
-Tak czy siak idziemy w tą samą stronę
-Może nie chce z tobą iść?
-Nie wiem czemu, ale wasza kłótnia mnie śmieszy-powiedziała Lissa
-Cokolwiek.
Poszłam szybkim krokiem w stronę klasy. Kevin zrównał się ze mną.
-Nie dajesz spokoju, co?
-Nie.
-Twoje koleżanki będą mnie teraz nienawidzić - powiedziałam - Żegnaj, moja niezauważalności.
-Znienawidzą Cie, bo z tobą rozmawiam?
-Tak, famous boy'u.
-Masz trudny charakter.
-Wiem - uśmiechnęłam się i weszłam do sali. Usiadłam do ławki, po chwili Kevin usiadł obok mnie.
-Zrobiłem ci coś, że mnie tak nie lubisz?
-Nie, ogółem nie lubię ludzi.
-Ale jakoś Lisse lubisz
-Lissa to moja przyjaciółka, a Ciebie nie znam. Jesteś szkolnym pozerem, przestań się interesować. Jesteś tu dlatego, bo jestem kiepska z matmy.
-....
-Dzięki
Powiedziałam i odruciłam głowę w stronę tablicy. Kevin całą lekcje siedział cicho, czasem jednak czułam na sobie jego wzrok. Kiedy zadzwinił dzwonek, szybko zabrałam rzeczy i wyszłam z sali, nie chciałam już z nim gadać. Jeszcze tylko jedna lekcja. Poszłam do szatni, by przebrać się w strój myślach
Wyszłam na sale w długich legginsach, które zakryły moje rany na udach.
-Dzisiaj będziecie pracować w parach damsko-męskich. Macie poćwiczyć grę w koszykówkę oraz dwutakt.
Damsko-męskich, oby nie przydzielił mnie do Wood'a-powiedziałam do siebie w myślach
-Ana będziesz z Kevinem - odetchnęłam z ulgą. Zaraz. Kevinem. Woodem. Świetnie.
-Hej-powiedział podchodząc do mnie Wood-Teraz będę musiał się do ciebie odzywać
-Nie. Możemy grać, nie odzywając się do siebie - pokazałam mu, że pójde po piłkę. Poszłam do schowka, wzięłam dosyć twardą piłkę, takie lepiej się odbijają, i poszłam do Wood'a. Podałam mu piłkę.
-Nie wiem jak ty chcesz grać nie odzywając się do siebie, ale okey spróbujmy.
-Denerwujący jesteś.
-Ty też
-Wątpie.
-Dlaczego?
-Zamknij się.
Wykonałam pare celnych rzutów. Podałam mu piłke.
-Wiesz, że "Zamknij się" to nie odpowiedź
Wzruszyłam ramionami. Podeszłam trochę do niego.
-Wcale mnie nie lubisz, intryguje Cie, bo nie udaję łatwej. Bo nie lubię Cie jak inne.

--------------
No i mamy 1 rozdział :D Jak myślicie, jak to się dalej potoczy? ^^
Może jednak Ana polubi Kevina? Co na to Tanya? Swoje pomysły piszcie w kom :) Czekamy :*

5 komentarzy:

  1. Świetny! Co prawda przydałoby się sprawdzenie rozdziału i trochę więcej opisów, chociaż bardzo mi się podobają dialogi ;) No ale trochę więcej opisów i sprawdzenie tekstu i by było super (.... no tak... ale już przecież jest super! :D )
    To ja czekam na następny ;)
    Bye :***

    Nicole

    OdpowiedzUsuń
  2. Wooow! Emisiowi opadla koparka! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega, bardzo mi się podoba. Czytam kolejny rozdział!
    Popracuj jeszcze nad błędami językowymi, interpunkcyjnymi i ortograficznymi, oraz nad powtarzalnością wyrazów (m.in po koniec rozdziału, słowo "piłka")
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie. ;**

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy