sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 2"Myślę, że się myslisz"

Anastazja
-Przyjmujesz do wiadomości, tylko to co ty uważasz za słuszne - powiedział - to trochę nie fair.
-Może, a tak w ogóle od kiedy ty chcesz ze mną gadać?
-Od zawsze, bałem się zagadać.
-Bałeś się zagadać?
-Tak, uwierz. Ja taki wielki pozer, bałem się. A ty się mylisz.
-...?
-Oceniłaś mnie. W głębi duszy, wiesz, że nie jestem taki zły - trochę mam go dość - a czego ty się boisz? - a więc zmiana tematu? Ależ on zmienny. Co ja mam mu odpowiedzieć?
-Na pewno nie bałabym się, zagadać do najmniej popularnej dziewczyny, będąc tobą.
Zaśmiał się.
-Więc czego się boisz?
"No odpowiedz mu"-powiedziała Tanya
-Zamknij się.
-Jeny, ale ty jesteś denerwująca! Coś się pytam, a ty tylko zamknij się, ale się nie poddam.
I co ? Nie mogę mu powiedzieć, że to nie było do niego. Niech myśli, że było.
-Czeka Cie trudna droga.
-Dam radę
-Wątpię
-Pamiętaj kim jestem.
-Zadufanym w sobie chłopakiem?
-Znowu oceniasz.
-A co tak nie jest?
-Nie
-Każdy myśli inaczej
-Ty postanowiłaś mnie oceniać, a nic o mnie nie wiesz.
-Ty o mnie też
-Ale nie oceniam
-....
"To się wkopałaś"-znów usłyszałam Tanye
-Widzisz.
-Ślepa nie jestem.
-Wiem. Nie opowiesz mi nic o sobie?
-Nie lubię o sobie mówić.
W tym momencie zadzwonił dzwonek. Pędem wybiegłam z hali, przebrałam się. Tanya nie dawała mi spokoju.
“Nie daj jej się przezwyciężyć“ - mówię sobie. Jak przejmie nade mną kontrole, z Kevina zostaną same kości. Szłam do auta Lissy, kiedy ON mnie zawołał. Moja irytacja jest w tym momencie Mount Everestʹem.
-Czego?
-Vasylisa jest zajęta, znaczy zostaje po lekcjach. Kazała mi, Cie zawieźć bezpiecznie do domu.
Podeszłam bliżej. Wykonałam krótki telefon do Lissy - faktycznie zostaje.
-Okay.
Podszedł do mnie i zarzucił mi swoją rękę na ramiona. Od razu ją odtrąciłam, mam wstręt do takiego czegoś.
-Nie dotykaj mnie nigdy więcej.
-Woah, spokojnie, co jest?
“-Ojciec ją bił, ale Ci tego nie powie, idioto.“- powiedziała Tan.
-Nie lubię, gdy ktoś mnie dotyka.
-To twój przyszły facet nie będzie zadowolony
-Nie będę miała faceta
-A skąd wiesz? Kiedyś na pewno się zakochasz
-Nie zakocham.
Poszliśmy do jego samochodu. Czarny Land Rover. Jezu jak ja chce mieć własny samochód. Kevin otworzył przede mną drzwi od samochodu.
-Madam
-Umiem otworzyć se drzwi.
-Eh...-wsiadłam do samochodu.
-Ładne wnętrze, ciepłe kolory.
-Dzięki
Uśmiechnęłam się.
-Wow, ten uśmiech jest prawdziwy? - spytał.
-Tak
-Mogę zrobić zdjęcie? - zaśmiał się.
-Wiesz gdzie jechać?
-Może?
-To tak czy nie?
-Nie
-Wall Street.
-Okay.. Czekaj. Nie mamy takiej ulicy.
-Wiem. Wiesz gdzie jest stare pole? A potem tam są domki jednorodzinne, tam mieszkam.
-W takim razie jedziemy.
Odpalił silnik i pojechaliśmy. Na początku jechaliśmy w ciszy.
-Czemu nic nie mówisz?-spytał
-Nie mam co. Poza tym, mieliśmy nie rozmawiać
-Ale ja lubię z tobą rozmawiać-westchnęłam -Boże te dzisiejsze dziewczyny
-Ci marudni chłopacy, pozerzy.
-Ej...
-Ciota.
-Dzięki.
Zrobił kwaśną minę.
-Od kiedy obchodzi Cie, moje zdanie, książę?
-A co ty taka ciekawa?
-Dzięki za podwiezienie.
-Nie ma sprawy, koleżanko.
-Nie jesteśmy kolegami.
-A więc przyjaciółmi?
Zatrzymał się pod moim domem. Westchnęłam i wysiadłam z auta. W drzwiach obejrzałam się. Kevin przypatrywał mi się z uśmiechem. Pomachał mi i odjechał. To będzie ciężki tydzień.
Weszłam do domu, poszłam do salonu mama siedziała i oglądała telewizje, musiała wcześniej wrócić z pracy.
-Hej mamo
-O wróciłaś już
-Taaa. A ty nie powinnaś być jeszcze w pracy?
-Wzięłam dziś wolne
-Mamo.. Przepraszam.
-Za co?
-Za rano.
Spojrzała na mnie, uradowana. Pewnie myślała, że Dobre Dni (czyli remisja) się skończyły, gdy ją tak napadłam rano nie okazując emocji.
-Nie ma za co. Podwieźć Cię do terapeuty?
Prawie zapomniałam. Wizyta u drogiego szarlatana. Szczerze, nie mam nic do niego, ale jest beznadziejny.
-Tak, dziękuje
Mama uśmiechnęła się do mnie.
-To ja się tylko przebiorę i możemy jechać-powiedziała. Poszła na górę. Podeszłam do lodówki. Co by tu zjeść? Mój wzrok leciał od półki do półki, szukając czegoś dobrego do zjedzenia. W końcu, by zjeść coś na szybko, wzięłam parówkę. Odwinęłam folie i powoli jadłam, czekając na mamę.
Nagle usłyszałam dziwię wiadomości. Wyjęłam telefon z kieszeni, SMS od Lissy.
Dojechałaś cała?
Nie, Kevin porwał mnie do lasu. Karmi mnie parówkami.. BEZ KETCHUPU.
Dziwne, że mam jakiekolwiek poczucie humoru.

Hahaha widać, że humor ci wrócił. Mów kogo to zasługa ;-) 
Mojego terapeuty.
"Przecież ty u niego prawie zasypiasz :O
“To mojej mamy“
Aha
“Bye księżniczko :D  :* 
Bye Queen <3
Ps Mój brat wraca
DEAN WRACA? :O
Tak...
Czemu?
Pokłóciłam się z Dean‘em, ponad rok temu gdy wyjeżdżał..
Byliśmy kumplami. Do czasu gdy znalazł sobie “dziewkę“. Ja, Lissa i on. Jego dziewczyna obraziła mnie i próbowała zabić. Dean uwierzył jej. Wkrótce jednak wszystko się wydało i Dean jak tchórz wyjechał. Nienawidzę go. Próbuje nienawidzić.
                                                               Nie wiem, mama do mnie zadzwoniła i powiedziała, że wraca
“Super. “
Może wreszcie się pogodzicie
“Chciałabyś
Wiecznie pokłóceni nie będziecie

“Zobaczymy“
A dla mnie? Nie pogodzisz się z nim dla mnie?
Nie...
Zobaczymy
-Ana, idziemy?-zapytała mama czekając przy drzwiach
-Co? A tak jasne - uśmiechnęłam się lekko.
Wzięłam torbę, kurtkę i poszłam z mamą do auta.  Jechałyśmy w ciszy.
-Później idziemy na zakupy?
I po ciszy.
-Jasne, mamo.
-No nareszcie zaczęłaś mówić do mnie mamo
Powiedziała i się uśmiechnęła, a ja odwzajemniłam uśmiech.
-Jak minął ci dzień?-zapytała
-Nawet nieźle, a tobie mams?
-No dobrze, a działo się coś ciekawego w szkole?
-Mam kolegę.
-Uuuu a ładny?-tak właśnie, z mamą gadam jak z Lissą. Fajnie nie?
-Mamo!- krzyknęłam i roześmiałam się.
-No co? Mów, imię, nazwisko i oczywiście wygląd
-Kevin Wood. Podobno najprzystojniejszy w szkole.
-A tobie się podoba?
-Niezbyt. Jest za pewny siebie. Taki.. irytujący. Gwiazdor.
-A może chce ci zaimponować?
-Wątpię, mamo.
-No i jesteśmy.
Wyszłam z samochodu, godząc się z tym, że zaraz nie będzie mi do śmiechu. No bo kto się śmieje u psychiatry?
*****
Po wizycie u psychiatry mama wyciągnęła mnie do centrum handlowego, uznała, że musi mi kupić nowe ciuchy. Aktualnie jesteśmy w Sinsay'u.
-Patrz jaka ładna sukienka - pokazała mi sukienkę w kwiatki, jak dla mnie trochę krótką. Rozejrzałam się po sklepie. Zamarłam. Przy oknie wystawowym stał Dean i wpatrywał się we mnie.
-Mamo, tam jest Dean.
Po co ja jej, to mówię?
-Jaki Dean?
-Parnell
-Brat Lissy?
-Tak. Pójdźmy do przymierzalni.
Byłam tak zdenerwowana i zła, że prawie rozerwałam sukienkę.
-Co ty taka nerwowa?
-Mamo chodź już-powiedziałam i pociągnęłam ją za rękę w stronę przymierzalni. Po drodze wzięłam spódniczkę, jakąś bluzkę, buty, sukienkę, koszule i spodnie.
-Szpilki?-  zdziwiła się. Potaknęłam głową.
-Trzeba zrobić mi metamorfozę. Lisie się spodoba.
-Okey-powiedziała i się uśmiechnęła.
Poczekała na mnie. Gdy wyszłam zrobiła dziubek, mówiąc "WOW". Uśmiechnęłam się.
-Biorę to!
Myślę, że  Jo wybaczyła mi już zachowanie z rana. Mam nadzieję, że Dean da mi spokój.
Poszłyśmy do kasy, mama zapłaciła, za zakupy i wyszłyśmy ze sklepu.
-Gdzie teraz?
-Na Pokątną!
-Daj spokój, nie idziesz do Hogwartu.
-Racja, pewnie wysłałabyś mnie do Beauxbatons.
-Wole Dumbledore'a-Zaśmiałyśmy się
-Dobra, szaty już mam. Teraz idziemy kupić książki i różdżkę .
-Różdżkę?
-Chodźmy do fryzjera, pani Black.
-Jestem żoną Syriusza?
-Możesz być też Bellatrix.
-Żona Syriusza brzmi dobrze.
W dobrych humorach ruszyłyśmy w stronę salonu fryzjerskiego. Lubie Dobre Dni.
"Będziemy wyglądać lepiej, fajnie"-usłyszałam Tanye
To tylko moja wyobraźnia - pomyślałam i weszłyśmy do różowego salonu fryzjerskiego.
-Coś dla Umbridge - szepnęłam do Jocelyn. Parsknęła śmiechem.
-W czym mogę pomóc?-zapytała uśmiechając się dziewczyna. Miała śliczne włosy, dosyć krótkie, fioletowe z tęczowymi końcówkami.
-Moja córka potrzebuje metamorfozy -powiedziała moja mama.
-No dobrze więc zapraszam na fotel-powiedziała nadal się uśmiechając. Usiadłam trochę spanikowana.

-----------------
Mamy już 2 rozdział!
Myślimy, że się wam spodoba. W trzecim będzie trochę akcji. Jak myślicie, kim jest Dean i czemu Ana go nie lubi? Piszcie propozycje w kom ;)
Pozdrawiamy, Aya & Mads <3

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 1 “Toleruj moje chore ja“

Anastazja
Jak zwykle wstałam rano z poczuciem swojej beznadziejności. Poszłam do łazienki, chciałam wziąć szybki prysznic, ale jak zwykle zaczęłam rozmyślać jak będzie wyglądał ten dzień. Pewnie nudno, jak zwykle w szkole. Wood pewnie dostał nowy samochód, Lissa będzie pilnować mnie i mojego ja, a nauczyciele będą uciążliwi. Zapytacie pewnie czemu mówię tylko o tych dwóch osobach. Tylko je znam. Lissa, to moja najlepsza przyjaciółka, a Wood siedzi ze mną na matmie, bo sobie nie radzę. Zeszłam na dół, mama jak zwykle robiła śniadanie w kuchni, podeszłam do niej i ją przytuliłam.
-Myślałam, że jeszcze śpisz-powiedziała
-Muszę być w szkole za niecałą godzinę, Jocelyn.
-Mówiłam Ci już, nie mów do mnie po imieniu. Jestem twoją matką.
-Cokolwiek.
-Nie traktuj mnie tak.
-Czyli jak?
-Jakbym była nikim! Więcej mówisz Lissie niż mi.
-Nic o mnie nie wiesz.
-Jestem twoją matką, dużo wiem.
-Nie przypominaj mi. Tak jestem powalona. Wiem. Masz mnie dość. Mam swojego prywatnego demona i jestem chora.
-Nigdy nic takiego nie powiedziałam
-Może nie mówiłaś, ale pewnie myślałaś
-Nigdy tak o tobie nie pomyślałam.
-Pomyślałaś i to pewnie więcej niż jeden raz czy dwa razy
-Mam tego dość, Anastazja! Jesteś moją córką. A teraz nie dyskutuj, jedz.
-Nieważne.
Poranna kłótnia z mamą. Uwielbiam - czujecie ten sarkazm. Wiem, zachowuje się wobec niej sukowato, ale wiem, że mam racje. No, przynajmniej ja o sobie tak myślę.
Skubnęłam trochę naleśnika.
-Uwielbiasz naleśniki, Ana.
-Tak. Lubię.
-Pójdziesz ze mną na zakupy? Przydałyby Ci się nowe ciuchy.
-Mamo, wydaje mi się, że będziesz musiała mnie zaakceptować. Mnie i Tanyę. Jestem umysłowo chora.
-Nadal jesteś moją córką.
-Taa...
-Wiesz, że zawsze możesz mi wszystko powiedzieć?
-Jasne, Jocelyn-zaśmiała się krótko-Wiesz, - zaczęłam - Cieszę się, że wiem, że jestem schizofreniczką. Bo wiesz, inni się do tego nie przyznają, ale ja chce to wiedzieć. Zawsze mi to przypominaj.
-Dobrze. Pamiętasz co powiedział doktor? - czyli psychiatra - że jesteś wyjątkowa. Mało jest osób które, to wiedzą i się przyznają.
-Tak, mam czubka w głowie który mną kontroluje. A przynajmniej tak mi się wydaje. Czuję się jak w “Intruzie“.
-Kocham Cie. Leć do szkoły, Lissa czeka. Uścisnęłam ją, wzięłam trochę drobnych na lunch i wybiegłam z domu. Przed domem czekała Lissa w swoim czarnym Ferarii, wsiadłam do auta.
-Hej Ana jak się czujesz?
-Nie nawidzę tego pytania.
-No tak, przepraszam
-Nie masz za co. Pójdziesz ze mną i z moją mamą na zakupy?
-Twoja mama wolałaby chyba, żebyście same poszły
-Ale ja wolę iść z tobą
-Ana, pójdź z mamą. Ucieszy się. Spędzicie miło czasu.
-Okey
-Jakie mamy lekcje?
-Pierwszą historię, potem fizykę, biologie, plastykę, matematykę i wf
-Czyli dzisiaj siedzisz z Wood'em
-Niestety
-Lubisz go - powiedziała śmiejąc się.
-Nie...
-Wiem to
-Nie lubię go
-Mówisz tak, bo go lubisz. Mniejsza. Słabo wyglądasz.
-Jak zawsze
-Nie. Jakoś tak inaczej.
-...?
-Nic nie jadłaś, prawda?
-Jadłam
-Co?
-Naleśnika..
-W schowku masz batona energetyzującego.
-Nie chce.
-Nic mnie to nie obchodzi
-Lissa nie jestem głodna
-Masz to zjeść
-Nie..
-NIE obchodzi mnie to. Smacznego.
-Nie zjem tego
-To nie będę się do Ciebie odzywać. I wywalę Cie z auta.
-Nie przesadzaj
-Wiesz, że mogę to zrobić.
Wiem. Matka musi zaakceptować mnie, a ja Lisse i jej upartą naturę.
-Okay.
-Wreszcie
Potaknełam głową, wyciągając batona. Na prawdę nie jestem głodna, ale Lissa nie dość, że będzie wściekła to jeszcze wywali mnie z auta, jak nie zjem tego głupiego batona.
Ona jest zdolna do wszystkiego. Jak ja. To porąbana przyjaźń.
****
Właśnie siedzę na plastyce, pani kazała nam namalować co czujemy.
“Co narysujesz?“- usłyszałam Tanyę.
Miałam talent do malowania, i zawsze wiedziałam co namaluję nim pani zaczęła nam doradzać, ale w tym przypadku nie miałam zielonego pojęcia co namalować. Siedziałam tak przed tą biała kartką, od bloku technicznego i rozmyślałam.
-Anastazjo, ty nie rysujesz?
-Nie wiem co
-A jak się dziś czujesz?
-Jak co dzień.
-Może narysuj las?
-Las?
-Dobry pomysł, dziękuje
-Proszę
Zaczęłam malować. Efekt końcowy był taki, że namalowałam labirynt w lesie. Wszystko w smutnych barwach. Kiedy zadzwonił dzwonek pani kazała podpisać rysunki i położyć je na swoim biurku.
-Ładnie Ci wyszło.
-Dziękuje
Nauczycielka uśmiechnęła się do mnie, po czym wyszłam z klasy.
Teraz lunch, a później matematyka. Nigdzie nie mogę znaleźć Liss.
Poszłam przed szkołę, zobaczyłam, że Lissa gada z jakimś chłopakiem.  No nie to Wood. Podeszłam do nich.
-Wystawiłaś mnie - powiedziałam oskarżycielsko do Liss.
-Hej, Ana -odezwał się Wood.
-Witaj Kevin
-Nie wystawiłam tylko się zagadałam
-Taaaa.
-A gdzie idziecie?-zapytał Wood
-Na wf chyba, tak Ana? - znowu temat schodzi na mnie.
-Nie, na matematykę
-A no tak!
-Siedzisz ze mną, czy mnie wystawisz? - spytał Kevin.
-Jestem na Ciebie skazana, Wood
-Po nazwisku to po pysku
-Wyszczekany jesteś. Nauczyła Cie tego, twoja banda?
-A ty zadziorna.
-Bywa. -Idziemy? - zapytałam poirytowana. Nie lubię ludzi. Nie chce z nim gadać.
-Jasne
-Nie Ciebie pytałam, Wood
-Tak czy siak idziemy w tą samą stronę
-Może nie chce z tobą iść?
-Nie wiem czemu, ale wasza kłótnia mnie śmieszy-powiedziała Lissa
-Cokolwiek.
Poszłam szybkim krokiem w stronę klasy. Kevin zrównał się ze mną.
-Nie dajesz spokoju, co?
-Nie.
-Twoje koleżanki będą mnie teraz nienawidzić - powiedziałam - Żegnaj, moja niezauważalności.
-Znienawidzą Cie, bo z tobą rozmawiam?
-Tak, famous boy'u.
-Masz trudny charakter.
-Wiem - uśmiechnęłam się i weszłam do sali. Usiadłam do ławki, po chwili Kevin usiadł obok mnie.
-Zrobiłem ci coś, że mnie tak nie lubisz?
-Nie, ogółem nie lubię ludzi.
-Ale jakoś Lisse lubisz
-Lissa to moja przyjaciółka, a Ciebie nie znam. Jesteś szkolnym pozerem, przestań się interesować. Jesteś tu dlatego, bo jestem kiepska z matmy.
-....
-Dzięki
Powiedziałam i odruciłam głowę w stronę tablicy. Kevin całą lekcje siedział cicho, czasem jednak czułam na sobie jego wzrok. Kiedy zadzwinił dzwonek, szybko zabrałam rzeczy i wyszłam z sali, nie chciałam już z nim gadać. Jeszcze tylko jedna lekcja. Poszłam do szatni, by przebrać się w strój myślach
Wyszłam na sale w długich legginsach, które zakryły moje rany na udach.
-Dzisiaj będziecie pracować w parach damsko-męskich. Macie poćwiczyć grę w koszykówkę oraz dwutakt.
Damsko-męskich, oby nie przydzielił mnie do Wood'a-powiedziałam do siebie w myślach
-Ana będziesz z Kevinem - odetchnęłam z ulgą. Zaraz. Kevinem. Woodem. Świetnie.
-Hej-powiedział podchodząc do mnie Wood-Teraz będę musiał się do ciebie odzywać
-Nie. Możemy grać, nie odzywając się do siebie - pokazałam mu, że pójde po piłkę. Poszłam do schowka, wzięłam dosyć twardą piłkę, takie lepiej się odbijają, i poszłam do Wood'a. Podałam mu piłkę.
-Nie wiem jak ty chcesz grać nie odzywając się do siebie, ale okey spróbujmy.
-Denerwujący jesteś.
-Ty też
-Wątpie.
-Dlaczego?
-Zamknij się.
Wykonałam pare celnych rzutów. Podałam mu piłke.
-Wiesz, że "Zamknij się" to nie odpowiedź
Wzruszyłam ramionami. Podeszłam trochę do niego.
-Wcale mnie nie lubisz, intryguje Cie, bo nie udaję łatwej. Bo nie lubię Cie jak inne.

--------------
No i mamy 1 rozdział :D Jak myślicie, jak to się dalej potoczy? ^^
Może jednak Ana polubi Kevina? Co na to Tanya? Swoje pomysły piszcie w kom :) Czekamy :*

piątek, 10 kwietnia 2015

Prolog

                       Anastazja
Leże na zimnej ściółce leśnej. Bije się myślami z moim drugim ja. Z Tanyą. Ledwo oddycham. Z moich oczu płyną łzy, gdy Tanya kontrolując moje ciało, wstaje. Idę w stronę jeziora, jeziora w którym kąpie się on, Kevin, skąpany w świetle księżyca. Jestem już na plaży, krzyczę do Tanyi w myślach. Nie słucha mnie. Teraz prawie biegnie. Kevin zauważył mnie chyba, bo odwraca się i patrzy na mnie dziwnym wzrokiem. Przedzieram się przez mój kontrolowany przez Tanye, umysł i zanim ona rzuca się na Kevina krzyczę z całej siły :
-NIEEEE.
---------------
Hej wam. Wiemy, że Prolog jest krótki, ale o to chodziło, żeby dużo nie zdradzał. Jak widzicie co dopiero zaczynamy, no nie jest to nasz pierwszy blog, ale wiecie o co chodzi. No mamy nadzieję, że wam się spodoba, i że będziecie dalej czytać.
Czekamy na komentarze, możecie pisać swoje obiekcje i pomysły jak to dalej będzie i o co chodzi.
No czekamy ;)

Obserwatorzy